Orienteeringowa Przygoda w Beskidzie Żywieckim
Mapa, kompas, kilka godzin w Beskidzie Żywieckim i pozornie proste zadanie: odnaleźć właściwe punkty kontrolne i wrócić na metę przed upływem limitu czasu. Pozornie, bo kiedy w terenie lampionów jest więcej niż tych zaznaczonych na mapie, a ten stojący kilka metrów obok wygląda bardzo przekonująco, zwykły spacer zaczyna przypominać łamigłówkę rozgrywaną na żywo.
Marsz na orientację, czyli właściwie co?
Orienteering najczęściej kojarzy się z biegiem na orientację: zawodnik dostaje mapę, rusza w las i próbuje jak najszybciej odnaleźć zaznaczone na niej punkty. Marsze na orientację działają trochę inaczej. Tempo schodzi tutaj na dalszy plan – trasę można spokojnie pokonać marszem, a organizator wyznacza taki limit czasu, żeby uczestnik nie musiał biegać. Znacznie więcej dzieje się za to na mapie i w głowie.
Zadaniem uczestników Orienteeringowej Przygody było odnalezienie kilkunastu właściwych punktów kontrolnych. W terenie czekało ich więcej, bo obok poprawnych lampionów pojawiały się punkty stowarzyszone – ustawione wystarczająco blisko, żeby skutecznie zasiać wątpliwość. Czy jesteśmy już przy właściwym skrzyżowaniu? Lampion powinien stać przed jarem czy za nim? A może pomyliliśmy dwie podobne ścieżki i od kilku minut bardzo konsekwentnie rozwiązujemy zupełnie inny fragment mapy?
Błędne potwierdzenie kosztowało punkty karne, podobnie jak pominięcie właściwego punktu czy przekroczenie limitu czasu. Samo znalezienie lampionu niewiele więc dawało. Trzeba było jeszcze wiedzieć, gdzie dokładnie się stoi, poprawnie dopasować teren do mapy i podjąć decyzję.
Taka formuła ma sporą przewagę przy wydarzeniach kierowanych do szerokiego grona odbiorców. O wyniku decydują przede wszystkim spostrzegawczość, czytanie mapy, planowanie i podejmowanie decyzji, a kondycja fizyczna ma mniejsze znaczenie niż w dyscyplinach biegowych. Kto chce i może, pokonuje trasę szybciej. Kto woli spokojne tempo, ma czas, żeby zatrzymać się nad mapą, rozejrzeć po terenie i przedyskutować kolejny wariant z resztą zespołu.
I właśnie dlatego marsze na orientację tak dobrze sprawdzają się przy pierwszym (i każdym kolejnym;) kontakcie z orienteeringiem.
Taka formuła ma sporą przewagę przy wydarzeniach kierowanych do szerokiego grona odbiorców. O wyniku decy-dują przede wszystkim spostrzegawczość, czytanie mapy, planowanie i podejmowanie decyzji, a kondycja fizyczna ma mniejsze znaczenie niż w dyscyplinach biegowych. Kto chce i może, pokonuje trasę szybciej. Kto woli spokojne tempo, ma czas, żeby zatrzymać się nad mapą, rozejrzeć po terenie i przedyskutować kolejny wariant z resztą ze-społu.
I właśnie dlatego marsze na orientację tak dobrze sprawdzają się przy pierwszym (i każdym kolejnym;) kontakcie z orienteeringiem.
Jedna impreza, trzy zupełnie różne wyzwania
W Krzyżówkach zawodnicy mogli wybrać spośród trzech poziomów trudności. Trasa rodzinna TR była skierowana do rodzin z dziećmi oraz osób stawiających pierwsze kroki w orienteeringu. TM organizatorzy przeznaczyli dla dzieci i młodzieży w wieku 11–19 lat, natomiast TU czekała na uczestników, którzy mieli już doświadczenie w nawigacji terenowej i chcieli zmierzyć się z trudniejszym wyzwaniem.
Podział na trasy pozwala uniknąć jednego z częstszych problemów przy poznawaniu nowych dyscyplin: wrzucenia początkującego od razu na poziom, na którym zamiast zabawy pojawia się głównie frustracja. Pierwsze spotkanie z mapą powinno dawać możliwość popełnienia błędu, zawrócenia, ponownego zorientowania mapy i znalezienia rozwiązania bez poczucia, że kompletnie wypadliśmy z trasy.
Trasa rodzinna dawała też dobry pretekst, żeby zamienić zwykły wspólny spacer w zadanie, w którym dzieci naprawdę mają coś do zrobienia. Można oddać im mapę, pozwolić wypatrywać charakterystycznych obiektów, liczyć skrzyżowania szukać lampionu lub potwierdzać punkty na karcie startowej. Czasem bywa, że role stopniowo się odwracają – dorosły coraz rzadziej prowadzi, a częściej zaczyna słyszeć, że idzie w złą stronę.
Jeszcze większą samodzielność daje trasa młodzieżowa. Starsze dzieci i nastolatkowie mogą ruszyć na nią bez rodzica prowadzącego ich od punktu do punktu, samodzielnie albo w zespole rówieśników mierząc się z trasą i konsekwencjami własnych decyzji. Kilka metrów za daleko na skrzyżowaniu? Trzeba to zauważyć. Źle obrócona mapa? Wrócić do miejsca, którego jesteśmy pewni, i spróbować ponownie. Dyskusja w zespole trwa dziesięć minut, a każdy pokazuje inny kierunek? Cóż, jakoś trzeba się dogadać.
Właśnie tutaj aktywność fizyczna spotyka się z umiejętnościami, które przydają się daleko poza zawodami: orientacją przestrzenną, samodzielnością, planowaniem, komunikacją i spokojnym szukaniem rozwiązania po popełnieniu błędu. W lesie naprawdę nie zawsze pierwsza odpowiedź okazuje się właściwa.
Beskid Żywiecki
Do rozegrania Orienteeringowej Przygody organizatorzy wybrali Krzyżówki – górską miejscowość położoną między Pilskiem a Babią Górą. Trasy prowadziły w terenie leśnym i otwartym, w większości po ścieżkach lub w ich niewielkiej odległości. Sam Beskid Żywiecki stawał się w tej sytuacji planszą, na której uczestnicy musieli porównywać to, co widzą wokół siebie, z obrazem zapisanym na mapie. A momentami ciężko było się na tym skupić, bo widoki jakie oferowała trasa też przyciągały wzrok i uwagę.
W marszu na orientację nawet dobrze znany las zaczyna wyglądać trochę inaczej. Ścieżka przestaje być po prostu ścieżką – ważne staje się, dokąd prowadzi, pod jakim kątem odchodzi od poprzedniej i czy przed nami powinniśmy minąć jeszcze jedno rozwidlenie. Niewielka górka, skraj lasu, zagłębienie czy charakterystyczny obiekt terenowy nagle stają się informacją. To dobry trening uważności, zwłaszcza dla osób przyzwyczajonych do poruszania się po znaczniku GPS.
Do rozpoczęcia takiej przygody potrzeba zaskakująco niewiele. Wygodne buty, ubranie dopasowane do warunków, mapa otrzymana na starcie i odrobina cierpliwości wystarczą na pierwszą trasę. Kompas pomaga, szczególnie gdy z czasem zaczynamy korzystać z niego bardziej świadomie, choć na łatwych trasach wiele odcinków można pokonać na podstawie samej mapy i obserwacji otoczenia.
Dlatego orienteering może być propozycją również dla ludzi, którzy na hasło „zawody sportowe” odruchowo odpowiadają, że to raczej nie dla nich. W marszu można iść we własnym tempie, a poziom trudności dobrać do doświadczenia. Rodzina może pracować nad mapą wspólnie, początkujący po raz pierwszy świadomie zorientować ją względem terenu, a osoba bardziej doświadczona dostać zadanie, nad którym naprawdę trzeba posiedzieć – czasami całkiem dosłownie, na środku leśnej ścieżki.
Dziesiątki różnych sposobów na tę samą mapę
Frekwencja Orienteeringowej Przygody – 175 uczestników – pokazała, że na taką formę aktywności jest miejsce również poza środowiskiem osób regularnie startujących w zawodach. I właśnie na tym zależało organizatorom – Stowarzyszeniu Rozwoju Orienteeringu – stworzyć imprezę, na którą można przyjechać bez doświadczenia, specjalistycznego sprzętu czy sportowej przeszłości i po krótkim wprowadzeniu po prostu spróbować. Każda osoba i każdy zespół ma możliwość zaplanowania swojej trasy samodzielnie, podjęcia własnych decyzji, popełniania i poprawiania błędów. Ile drużyn tyle strategii na pokonanie trasy, wybór punktów i dotarcie do mety.
Bezpłatny udział dodatkowo obniżał próg wejścia. Przy rodzinie liczącej kilka osób koszt wspólnego startu potrafi mieć znaczenie, szczególnie gdy mówimy o aktywności, której uczestnicy jeszcze nie znają i zwyczajnie nie wiedzą, czy im się spodoba. Program Aktywni Lokalnie wspiera właśnie otwarte, ogólnodostępne przedsięwzięcia sportowo-rekreacyjne kierowane do różnych grup wiekowych i nastawione na zwiększanie aktywności fizycznej.
Z perspektywy popularyzacji orienteeringu takie wydarzenia mają jeszcze jedną zaletę. Pierwsza trasa nie wymaga deklarowania, że od dziś zostajemy zawodnikami. Można przyjść raz, przejść kilka kilometrów z mapą, popełnić parę błędów, pokłócić się z własnym poczuciem kierunku i sprawdzić, czy chcemy zrobić to ponownie. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, możliwości szybko robi się więcej – od kolejnych marszy, przez biegi i rajdy, po orientację precyzyjną.
Święto Leśnej Edukacji
Orienteeringowa Przygoda odbywała się równolegle z ostatnim etapem V Święta Leśnej Edukacji organizowanego przez Montessori Mountain Schools. 20 czerwca przy szkole w Krzyżówkach otwarto Ekopracownię pod Chmurką, a w programie znalazły się m.in. warsztaty przyrodnicze, zajęcia z pracy z drewnem, działania artystyczne oraz wieczorny młodzieżowy Kłącze Forest Fest.
Za współpracę przy organizacji Orienteeringowej Przygody dziękujemy Ewie Kaliszuk oraz Szkole Podstawowej Montessori Mountain Schools w Krzyżówkach. Połączenie dwóch wydarzeń w jednym miejscu pozwoliło uczestnikom spędzić w terenie właściwie cały dzień – przed startem i po powrocie z trasy można było zajrzeć do kolejnych stanowisk Święta Leśnej Edukacji, a mapa była tego dnia po prostu jednym z wielu powodów, żeby wyjść na zewnątrz.
Orienteering daje przy tym coś, czego trudno doświadczyć podczas zwykłego spaceru wyznaczoną trasą. W pewnym momencie trzeba przestać iść za kimś, za oznaczeniami albo za strzałką na ekranie. Dostajemy mapę, patrzymy na teren i sami wybieramy kolejny krok. Dla dorosłego może być to okazja do oderwania się od codzienności. Dla kilkunastolatka – ciekawa lekcja samodzielności. A dla całej rodziny dobry powód, żeby następny weekend znowu spędzić z mapą.
Projekt „Orienteeringowa Przygoda w Beskidzie Żywieckim” zrealizowano w ramach Programu „Aktywni Lokalnie 2026”. Dofinansowano ze środków budżetu państwa, których dysponentem jest Minister Sportu i Turystyki. Operatorem Programu jest Fundacja Orły Sportu.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.