Capri, położona na Morzu Tyrreńskim u wybrzeży Półwyspu Sorrento, po południowej stronie Zatoki Neapolitańskiej w regionie Kampania, od czasów Republiki Rzymskiej jest popularnym kurortem wypoczynkowym. Jej naturalne piękno, zabytkowe miejsca i ekskluzywna turystyka przyniosły jej światową sławę. Wyspa charakteryzuje się wapiennym krajobrazem, słynnymi skałami morskimi Faraglioni, przybrzeżnymi grotami, w tym słynną Błękitną Grotą, oraz wysokimi klifami górującymi nad morzem. Do najważniejszych atrakcji należą porty Marina Grande i Marina Piccola, panoramiczny taras widokowy Belvedere di Tragara, ruiny rzymskich willi cesarskich, takich jak Villa Jovis, oraz miasta Capri i Anacapri.
Problem nadmiernej turystyki nie jest dla Capri nowością. Już rok temu pisaliśmy o problemach wyspy z gigantycznym napływem odwiedzających. Warto tu tylko przypomnieć że w sezonie wyspę nawiedza nawet 50 tysięcy turystów dziennie, co prowadzi do chaosu i zagrożenia bezpieczeństwa, zwłaszcza na zatłoczonym nabrzeżu.
Burmistrz Paolo Falco i zarząd gminy postanowili działać zdecydowanie i wprowadzić naprawdę surowe ograniczenia dla wycieczek na Capri. Nowe przepisy nakazują przewodnikom dbać o zwartość i bezpieczeństwo grup, unikanie zajmowania całej dostępnej przestrzeni oraz zapobieganie rozchodzeniu się uczestników po uliczkach. Uchwała ma szczególne znaczenie w okresie wiosenno-letnim, gdy wyspa przeżywa stan turystycznego oblężenia.
Nowe regulacje spotkały się z aprobatą lokalnych środowisk biznesowych. Luciano Bersani, prezes miejscowego stowarzyszenia handlu, określił je jako „pierwszy ważny krok”, wyrażając nadzieję na kolejne konkretne inicjatywy. Lorenzo Coppola, szef federacji branży hotelarskiej, podkreślił, że to „akt odpowiedzialności, odzwierciedlający wizję wyspy wreszcie bardziej przyjaznej do życia”.
Pozostaje mieć nadzieję, że surowe ograniczenia dla wycieczek na Capri, wpłyną pozytywnie na stan wyspy i jej mieszkańców tak by kolejne pokolenia mogły cieszyć się zwiedzając siedziby rzymskich cesarzy.
Grafika: Unsplash, Julia Worthington
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.