W skrócie:
-
Dwa oblicza planowania: Islandię można odkrywać na własną rękę, skrupulatnie dopasowując trasę i kempingi za pomocą map internetowych, lub zaoszczędzić czas, wybierając zorganizowane, outdoorowe wycieczki, które zdejmują z barków ciężar logistyki.
-
Nieprzewidywalna pogoda i niezbędny sprzęt: Niezależnie od wybranego miesiąca, absolutną podstawą jest ubiór „na cebulkę”, bielizna termiczna oraz wiatro- i wodoodporna odzież. Latem zwiedzanie ułatwia zjawisko dnia polarnego, jednak temperatury nadal oscylują wokół kilkunastu stopni.
-
Wybór auta dyktuje trasę: Poruszanie się główną drogą nr 1 jest stosunkowo proste, ale zapuszczenie się w dziki interior i pełne adrenaliny przeprawy przez lodowcowe rzeki bezwzględnie wymagają wynajęcia sprawdzonego samochodu z napędem 4×4.
-
Spektakularne zderzenie żywiołów: Trasa obfituje w skrajnie różne, unikalne krajobrazy – od klasycznego Golden Circle i majestatycznych wodospadów (jak Skógafoss czy Dettifoss), przez spacery po topniejących lodowcach i dymiących polach lawowych, aż po marsjańskie, wielokolorowe Góry Tęczowe w Landmannalaugar.
Dla ambitnych – bo ktoś musi to zaplanować (Marta)
Dla osób, które chcą zorganizować wyjazd samodzielnie, istnieje wiele poradników i map pozwalających dopasować trasę do własnych potrzeb. Planowanie najlepiej zacząć od klasycznego „googlowania” i stworzenia listy miejsc, które chce się zobaczyć. Warto założyć tablicę roboczą (np. w Miro), aby zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu. Zdjęcia i nazwy atrakcji dobrze jest nanieść na mapę, pozwala to zobaczyć realne odległości między nimi i wybrać te, które faktycznie chce się odwiedzić. Taka mapa to dobry punkt wyjścia do rozplanowania noclegów oraz czasu przejazdów pomiędzy atrakcjami, punktami gastronomicznymi i stacjami paliw. Wiele informacji można znaleźć na oficjalnych stronach internetowych, np. guidetoiceland.is. Na takich stronach oraz blogach podróżniczych dostępne są przykładowe mapy i plany podróży, z których można skorzystać i stworzyć z nich podróż szytą na miarę. Bardzo przydatne jest również zrobienie spersonalizowanej mapy w Google Maps i wpisanie tam całego planu podróży. Dzięki temu, będąc już na miejscu, wystarczy klikać kolejne lokalizacje, co znacznie odciąża głowę i pozwala skupić się na odpoczynku oraz odkrywaniu. Ważne, aby od razu zaplanować postoje na zakupy i tankowanie, bo pomiędzy stacjami i sklepami może być nawet kilkaset kilometrów przerwy, a każdy dodatkowy zjazd to strata cennego czasu.
Kempingi na Islandii nie wymagają wcześniejszej rezerwacji, wystarczy przyjechać, zająć miejsce i zapłacić. Warto jednak dotrzeć na nie wcześniej, aby mieć pewność, że znajdzie się wolne miejsce. Część kempingów objęta jest programem Camping Card, który pozwala uzyskać zniżki na noclegi. Szukanie kempingów jest bardzo proste, ponieważ to popularna forma noclegu. W internecie łatwo znaleźć mapy z ich lokalizacją i specyfikacją (np. czy mają dostęp do kuchni, ciepłej wody czy pralni). Dzięki temu w połowie trasy mogliśmy zaplanować dzień prania na konkretnym campingu.
Na etapie przygotowań warto rozpisać atrakcje na poszczególne dni. Najlepiej wybrać około trzech najważniejszych miejsc oraz kilka opcjonalnych. Należy także zdecydować, ile godzin dziennie jesteśmy w stanie spędzić w samochodzie. W przypadku roadtripów najlepiej nie przekraczać pięciu godzin jazdy dziennie. Podczas wyjazdu całą trasę zaplanowałyśmy wzdłuż drogi nr 1, dzięki czemu udało nam się objechać Islandię niemal dookoła. Warto też zostawić sobie czas na zwykłe podziwianie widoków. Islandia to nie miejsce do „odhaczania atrakcji”. Wiele krajobrazów naprawdę zapiera dech w piersiach i aż prosi się, by przysiąść na chwilę i po prostu patrzeć.
Dla leniuszków – bo nie chce mi się tego planować
Od wielu lat marzyłam o zwiedzeniu Islandii, ale kompletnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Sama myśl o planowaniu wszystkiego skutecznie mnie zniechęcała. Do tego na Islandię najlepiej wybrać się w większej grupie, aby wspólnie wynająć samochód, a nie jest łatwo znaleźć znajomych gotowych wydać kilkanaście tysięcy złotych na podróż w zimne miejsce.
Na szczęście istnieją wycieczki zorganizowane. Wystarczy zapłacić i nie przejmować się niczym więcej. No, prawie niczym. Nadal jest sporo rzeczy, o których trzeba pomyśleć samemu, ale o tym poniżej. Pewnie nasuwa się Wam myśl: O nie, wycieczka zorganizowana na Islandię? Przecież nie chcę mieszkać w hotelu i zobaczyć tylko Golden Circle! Owszem, takie wycieczki też istnieją, ale jeśli chodzi o Islandię, wiele firm oferuje naprawdę outdoorowe doświadczenia. Ja właśnie takiej oferty szukałam. W internecie można znaleźć wiele firm organizujących takie wyjazdy. Warto zrobić dokładny research, sprawdzić opinie i upewnić się, że firma jest rzetelna. Sama zrobiłam mały “stalking” na Instagramie. Po hasztagach znalazłam kilka osób, które były już na wyjeździe z tą konkretną firmą i napisałam do nich, aby zapytać o ich doświadczenia. Po pozytywnych odpowiedziach zdecydowałam się wykupić wycieczkę. Plan obejmował 12-dniowy roadtrip po Islandii (łącznie z lotami). Od bardziej znanych atrakcji na południu, przez przejazd szutrami tzw. interioru, aż po Fiordy Zachodnie. Wszystko z noclegami na kempingach, pod namiotami. Z mojej strony pozostało tylko odpowiednie spakowanie się i dotarcie na lotnisko.
A jeśli przed wylotem na Islandię powstrzymuje Was nieznajomość języka angielskiego to zupełnie niepotrzebnie. Jest bardzo duża szansa, że w sklepach, restauracjach czy wypożyczalniach obsłużą was Polacy. Dodatkowo w wielu sklepach dostępne są kasy samoobsługowe z językiem polskim.
Termin i przygotowanie do podróży
Wybór terminu wyjazdu zależy od tego, co chcecie zobaczyć. Miłośnicy zorzy polarnej powinni wybrać okres od jesieni do wiosny. Z kolei osoby marzące o eksploracji interioru muszą postawić na lato, gdyż w chłodniejszych miesiącach rzeki wzbierają, a później śnieg i lód i odcinają drogi dojazdowe. Doświadczenie nocy polarnej lub podziwianie zorzy na skuterach śnieżnych zapewne też jest cudowną przygodą, jednak my obie zdecydowałyśmy się na sierpień. Zależało nam na zobaczeniu najbardziej dzikiej strony Islandii. W sierpniu trwa dzień polarny, kiedy słońce zachodzi dopiero około północy i tylko na kilka godzin, co pozwala maksymalnie wykorzystać czas na zwiedzanie. Warto jednak pamiętać, że nawet latem temperatury nie rozpieszczają – średnio to 13–14°C, a pogoda potrafi zmienić się w ciągu kilku minut.
Bielizna termiczna to absolutna podstawa i baza ubioru niemal każdego dnia. Najlepiej ubierać się „na cebulkę”, z możliwością szybkiego dołożenia lub zdjęcia warstw. Z dolnej części garderoby warto zabrać dwie pary spodni trekkingowych, w razie gdyby pierwsza para przemokła (wysuszenie ubrań jest nie lada wyczynem). Dobre, wodoodporne buty trekkingowe to konieczność, podobnie jak kurtka przeciwdeszczowa i wiatroszczelna. Przydadzą się też: czapka, rękawiczki, komin, strój kąpielowy, klapki lub buty do wody, krem z filtrem UV i okulary przeciwsłoneczne. Z mniej oczywistych rzeczy polecamy zabrać jednorazowe reklamówki. Nałożone na stopy i włożone do przemoczonych butów pomagają zapobiec przemarznięciu, gdy obuwie nie zdąży wyschnąć przez noc. Przy zwiedzaniu północy, a przede wszystkim okolic Dimmuborgir nieodzowna jest siatka na twarz przeciwko owadom. Żyją tam muszki o tragicznym i napastliwym usposobieniu, które wchodzą do oczu i nosa, przez co zwiedzanie bez moskitiery jest niemożliwe.
Jeśli planujecie noclegi pod namiotem, warto zaopatrzyć się w dobry śpiwór. Poradniki sugerują komfort do 0°C lub nawet -5°C. Nasz zapewniał komfort do +5°C i przejściowy do 0°C, co okazało się wystarczające, choć kilka nocy wymagało dodatkowych warstw ubrań i spania w czapce. Na campingach przyda się też podstawowe wyposażenie: menażka, sztućce, kubek oraz palnik gazowy, bo nie każdy camping ma na wyposażeniu kuchnię. Jeśli śpicie w bagażniku auta, to zabierzcie opaskę na oczy, bo noc jest naprawdę krótka.
W okolicach Keflavíku działają firmy oferujące nie tylko wynajem samochodów, ale także pełne wyposażenie campingowe: namioty dachowe, śpiwory, kołdry czy nawet sztućce. Dzięki temu zamiast zabierać wszystko z domu i płacić za bagaż rejestrowany, można bez problemu wypożyczyć potrzebny sprzęt na miejscu, który jest już przygotowany i zapakowany w aucie przy odbiorze, odpowiednio do liczby osób.
Samochody oczywiście należy zarezerwować z wyprzedzeniem na konkretny termin. W moim przypadku (Gosia) poruszaliśmy się Toyotami Land Cruiser, które idealnie sprawdzają się przy przekraczaniu rzek. Formalnościami zajął się organizator wyjazdu, ale na miejscu poszczególne samochody były wynajmowane na nazwisko konkretnego uczestnika, który był głównym kierowcą. A ja (Marta) podróżowałam Kią Sportage oraz Mitsubishi Outlander, które równie dobrze radzą sobie na szutrach, chociaż przez głębsze rzeki już mogą mieć problem przejechać. Cena wynajmu zależy od wybranego ubezpieczenia. Warto dokładnie zapoznać się z warunkami, żeby wiedzieć na co uważać, a polisy rzadko obejmują szkody spowodowane przez wiatr, zalanie czy uszkodzenia podwozia. Warto też mieć w bagażniku kanister na paliwo, bo w interiorze nie ma w ogóle punktów tankowania.
Prowadzenie samochodu po szutrach Islandii, szczególnie w interiorze to czysta frajda, a przeprawy przez rzeki dostarczają solidnej dawki adrenaliny. Zdecydowanie każdemu polecamy spróbować swoich sił za kółkiem. Będąc kierowcą warto śledzić alerty na stronie safetravel.is, gdzie na bieżąco pojawiają się alerty o zamknięciu dróg, stanach rzek czy wybuchach wulkanów.
Przed wyjazdem należy zadbać o dokumenty. Na Islandię można wjechać na podstawie dowodu osobistego – paszport nie jest wymagany, choć warto mieć jego kopię. Do tego karta EKUZ i prawo jazdy (polskie w zupełności wystarczy). Gotówka nie jest potrzebna, bo kartą zapłacicie dosłownie wszędzie. Warto dodatkowo wykupić ubezpieczenie podróżne.
Co warto zobaczyć na Islandii
Poniżej znajdziecie opis miejsc, które miałyśmy okazję zobaczyć podczas naszych wyjazdów. Nie jest to kompletna lista – wybrałyśmy te miejsca, które najbardziej polecamy, a opinie są w pełni subiektywne. Każdy, kto planuje wyjazd na Islandię, powinien sam zastanowić się, co najbardziej chce zobaczyć, i pod to zaplanować podróż. W końcu każdy z nas oczekuje od wyjazdu czegoś innego.
Golden Circle i okolice
Dobrym miejscem na rozpoczęcie zwiedzania Islandii jest Golden Circle, czyli Park Narodowy Þingvellir, Geysir oraz wodospady południa. To łatwo dostępny rejon z bardzo dobrze rozwiniętym zapleczem turystycznym – restauracjami, sklepami z pamiątkami i dużymi parkingami – dlatego świetnie sprawdzi się także dla „niedzielnych” turystów. W parku Þingvellir można przespacerować się na styku płyt tektonicznych: euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Znajduje się tu również wodospad Gullfoss, który robi ogromne wrażenie swoją skalą i siłą. Kolejnym punktem na trasie Golden Circle jest Geysir, od którego pochodzi sama nazwa „gejzer”. Choć dziś wyrzuca wodę tylko kilka razy w roku, tuż obok znajduje się Strokkur, który co około 10 minut wystrzeliwuje słup wody na wysokość około 10 metrów.
W niedalekiej okolicy (nie wchodzi już w skład GC) znajduje się imponujących rozmiarów jezioro wulkaniczne Kerið, położone wewnątrz krateru wulkanu Grímsnes. Otacza je charakterystyczna, czerwona ziemia, przypominająca sproszkowaną cegłę. Można zaparkować na górze krateru i zejść po schodkach aż do samej tafli jeziora.
Przepięknym miejscem, które również warto odwiedzić, jest gorąca rzeczka Reykjadalur, w której śmiało można się wykąpać. Temperatura wody w strumieniu waha się od 32 do 42°C – im bliżej źródła, tym cieplej.
Wodospady Islandii
Zwiedzając południe Islandii, nie można pominąć słynnych wodospadów, takich jak Skógafoss, Kvernufoss, Seljalandsfoss i Gljúfrabúi. Wszystkie znajdują się stosunkowo blisko siebie, więc można je zobaczyć nawet w ciągu pół dnia. Przed wizytą warto zaopatrzyć się w dobrą kurtkę lub pelerynę przeciwdeszczową oraz wodoodporne spodnie – bryzie unoszącej się przy wodospadach bywa bliżej do ulewnego deszczu niż delikatnej mżawki.
Skógafoss to jeden z najbardziej rozpoznawalnych wodospadów Islandii – pojawił się m.in. w serialu Wikingowie. Można go podziwiać zarówno z dołu, podchodząc niemal pod samą kaskadę (w zależności od poziomu wody), jak i z góry, po wejściu na platformę widokową. Osobom organizującym wyjazd samodzielnie polecamy camping położony tuż obok – poranna kawa z widokiem na wodospad smakuje wyjątkowo dobrze.
Kvernufoss urzekła swoją malowniczością. Otoczony zielonymi klifami wygląda jak wyjęty z „Władcy Pierścieni”, a ścieżka prowadzi bezpośrednio za kaskadę wodospadu. Znajduje się zaledwie około 40 minut pieszo od Skógafoss, więc samochód można zostawić na tym samym parkingu i wybrać się na przyjemny spacer.
Seljalandsfoss wysokością dorównuje Skógafoss, ale jest węższy, przez co wydaje się mniej przytłaczający. Za kaskadą znajduje się duża jaskinia, przez którą prowadzi ścieżka. Ale jeszcze ciekawszą perełką ukrytą tuż obok jest wodospad Gljúfrabúi, do którego można dotrzeć, idąc dróżką w północnym kierunku. Ukryty w szczelinie skalnej, jest bardziej kameralny, ale nie mniej magiczny. Tutaj ma się poczucie, że odkrywa się coś naprawdę wyjątkowego.
Poza wodospadami Golden Circle warto zobaczyć także:
- Skaftafell – położony przy największym lodowcu Islandii, Vatnajökull. Tuż obok znajduje się camping, z którego można wyruszyć w głąb terenu i dotrzeć do ukrytego wodospadu otoczonego granitowymi skałami.
- Dettifoss – jeden z najpotężniejszych wodospadów Islandii, znany m.in. z filmu Prometeusz Ridleya Scotta. Surowy krajobraz wokół sprawia wrażenie scenerii z obcej planety.
- Glymur – najwyższy wodospad Islandii. Zdecydowanie warto wybrać się na trekking prowadzący w górę kaskady po jego prawej stronie, na szczycie przekroczyć rzekę i zejść drugą stroną.
Wodospadów na Islandii jest tak wiele, że nie sposób wymienić ich wszystkich. Planując wyjazd, warto zawsze sprawdzać mapę okolicy – często wystarczy niewielki objazd, by odkryć kolejną perełkę.
Spacer po lodowcu
Spacer po lodowcu Sólheimajökull, zdecydowanie polecamy dodać do swojego planu podróży. Po lodowcu oprowadzał nas polski przewodnik, który wyposażył nas w kaski, uprzęże, czekany i raki, a następnie wprowadził na masyw lodowca. Zdecydowanie nie polecamy wybierać się tam bez odpowiedniego sprzętu – powierzchnia jest śliska i twarda, a o wypadek nietrudno. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kopce pyłu wulkanicznego osadzające się u wylotu lodowca. Sólheimajökull szybko topnieje, odsłaniając ślady po erupcjach wulkanu Katla. Gdy minie się te ciemne warstwy, przed oczami otwiera się ogrom białej masy, która – jak wyjaśnił przewodnik – kiedyś sięgała szczytów okolicznych gór. Ten widok uświadamia, jak szybko takie cuda natury znikają. Za kilka–kilkanaście lat wycieczki po tym lodowcu mogą stać się niemożliwe, bo po prostu przestanie on istnieć.
Laguny lodowcowe
W drodze na najsłynniejszą Diamentową Plażę, objeżdżając największy lodowiec Islandii Vatnajökull warto zatrzymać się nad jeziorem Fjallsárlón, na które natknęliśmy się przypadkiem. Jeziorko styka się bezpośrednio z lodowcem i można wykupić rejs łodzią pod sam jego czoło; my niestety nie zaplanowaliśmy na to czasu. Miejsce to jest przepiękne i malownicze, a jednocześnie nie tak popularne jak Jökulsárlón przy Diamentowej Plaży, dzięki czemu można tam w spokoju kontemplować otoczenie. W jeziorze można zobaczyć foki pływające pomiędzy górami lodowymi oraz turystów na pontonach. Diamentowa Plaża wzięła swoją nazwę od kawałków lodu spływających do oceanu z pobliskiego jeziora i wyrzucanych na brzeg; jest to jednak zjawisko sezonowe, na które nie zawsze uda się trafić, dlatego warto mieć to na uwadze.
Thórsmörk – kraina Thora
Dla spragnionych trekkingów w planie podróży nie może zabraknąć Thórsmörk – pasma górskiego na południu Islandii. Aby się tam dostać, trzeba kilkakrotnie przekraczać koryta rzek, w tym lodowcową rzekę Krossa, która często zmienia swój bieg. Niezbędny jest samochód terenowy z napędem na cztery koła. Przejazdy przez rzeki są ekscytujące, ale wymagają dużej ostrożności. Nie ma wyznaczonej trasy – jeden odważny musi przejechać pierwszy i sprawdzić drogę. Warto śledzić alerty pogodowe, bo po intensywnych opadach nawet przejazd terenówką może okazać się niemożliwy. Mała, ale ważna rada: warto przypiąć tablice rejestracyjne trytytkami. My swoją zgubiliśmy w rzece i do końca wyjazdu jeździliśmy bez niej.
W Thórsmörk zrobiłam najdłuższy trekking podczas tego wyjazdu – siedmiogodzinną pętlę rozpoczynającą się przy campingu Basar Hut & campsite. Trasa była wymagająca, głównie ze względu na deszcz i silny, zimny wiatr. Kijki trekkingowe bardzo się przydają, zwłaszcza przy stromych zejściach pokrytych pyłem. Buty, mimo że solidne, po kilku godzinach nie wytrzymały zacinającego deszczu. Przyznam, że po drugiej godzinie marszu zaczęłam wątpić w sens tej wyprawy, ale wszystko wynagrodził widok porośniętego mchem kanionu. Trasa prowadzi po krawędziach (zdecydowanie nie jest to miejsce dla osób z lękiem wysokości) i w deszczowej aurze nabiera głębokich, intensywnych odcieni zieleni. Ze wszystkich miejsc, które zobaczyłam na Islandii, to właśnie Thórsmörk najbardziej zaparł mi dech w piersiach i na długo zapadł w pamięć. Po drodze można podziwiać wodospady i jęzory lodowcowe w oddali – całość tworzy naprawdę nieziemskie połączenie, jakby wkroczyło się do krainy mitycznego boga.
[009_thorsmorg] W krainie Thora. Zdjęcia nie oddają ogromu tego miejsca.
Czynny kompleks wulkaniczny Krafla
Wulkan Leirhnjúkur jest częścią kompleksu wulkanicznego Krafla, którego erupcja zakończyła się w latach 80. XX wieku. Spacerując po Leirhnjúkur, charakterystyczne jest to, że spomiędzy skał nadal unosi się bardzo fotogeniczny dym nadając krajobrazowi niemal surrealistyczny, „pozaziemski” charakter. Dookoła niewysokiego wzgórza rozciągają się ogromne pola lawowe, przypominające zastygłe morze kamienia i doskonale oddające potęgę dawnych erupcji. Krajobraz jest surowy, ale jednocześnie hipnotyzująco piękny. Po drodze na wulkan, niedaleko bezpłatnego parkingu, możemy zobaczyć bulgoczące stawy siarkowe, których rozległa paleta kolorów od żrącej żółci po lazurowy błękit, przyprawia o zachwyt. Niestety, towarzyszy temu charakterystyczny zapach zgniłych jaj, który bywa trudny do wytrzymania. Należy bezwzględnie trzymać się wyznaczonych drewnianych podestów, ponieważ podłoże w wielu miejscach jest bardzo gorące i niebezpieczne. Warto również pamiętać, że woda na pobliskich kempingach ma podobny, siarkowy zapach, jest to naturalna cecha tego regionu, dlatego trzeba się przygotować na to, że będzie on towarzyszył wam przez część podróży.
Czarna plaża i maskonury
Obowiązkowym miejscem do odwiedzenia jest Czarna Plaża Reynisfjara, której bazaltowe formacje znane są na całym świecie dzięki serialowi „Gra o Tron”. Zachwyt budzi monumentalność heksagonalnych bloków, które wydają się nienaturalnie wielkie. Warto zwracać uwagę na ostrzeżenia umieszczone przy wejściu na plażę, ponieważ w przypadku dużych fal podchodzenie blisko oceanu może być wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Czarna Plaża zawdzięcza swój kolor pyłowi wulkanicznemu. Dla większości turystów jest to pierwsze zetknięcie z takim kolorem piasku, choć podobne plaże pojawiają się także w innych miejscach Islandii. Jednak nie wszędzie spotkacie maskonury – cudowne, małe ptaki przypominające wyglądem pingwiny, z charakterystycznym czerwono-pomarańczowym, garbatym dziobem. Ptaki te są przyzwyczajone do obecności turystów i nie krępują się nawet wtedy, gdy ogromna liczba gapiów obserwuje każdy ich ruch. Gniazdują na pobliskich skałach i co jakiś czas wyruszają na polowanie. Dojazd do plaży Reynisfjara jest bardzo łatwy. Znajduje się tam duży parking (płatność online) oraz rozbudowane zaplecze turystyczne z restauracjami i toaletami.
Þakgil
Dla osób, które chcą zobaczyć trochę wnętrza Islandii, a dysponują zwykłymi SUV-ami 4×4, polecam nocleg na kempingu Þakgil. Droga do tego miejsca to przyjemny offroad – bez rzek do przekroczenia, ale za to z pięknymi widokami na żwirowe rozlewiska strumieni spływających z lodowca. Kemping położony jest w dolinie, gdzie nie ma niczego poza rzeką, górami i całkowitą ciszą. Polecam trekking po okolicznych szlakach, są tam naprawdę ciekawe trasy o różnym stopniu trudności i długości, więc znajdzie coś zarówno spacerowicz, jak i osoba szukająca bardziej wymagających wrażeń. Sama zaliczam się do tej drugiej grupy – wchodzenie na szczyty i szukanie kolejnych drewnianych kijków z pomalowanymi końcami, które oznaczają szlaki, bez zasięgu i GPS, było niezwykle ekscytujące. Miejsce jest spokojne i odosobnione, a jednocześnie wcale nie tak daleko od cywilizacji – to nieco ponad godzina jazdy samochodem z Vík.
Kanion Eldgjá
Kolejnym fascynującym miejscem, do którego można dotrzeć samochodami terenowymi, jest Zielony Wulkan Mælifell. To niezwykły stożek porośnięty intensywnie zielonym mchem, wyrastający niczym oaza z rozległej, czarnej, bazaltowej równiny. Jego kontrastowe barwy – głęboka zieleń wulkanu na tle ciemnej lawy – robią ogromne wrażenie. Z pobliskich wzgórz roztacza się zapierający dech w piersiach widok – można stąd jednocześnie obserwować Mælifell, lodowiec Vatnajökull oraz stary wulkan Rauðibotn. W kraterze Rauðibotn znajduje się jezioro, a z zawalonej strony wypływa rzeka tworząca przepiękne wodospady, które dodatkowo urozmaicają krajobraz. Zarówno Mælifell, jak i Rauðibotn są częścią kanionu Eldgjá – olbrzymiego systemu kraterów i szczelin erupcyjnych, który należy do wulkanu Katla. Kanion powstał około roku 939 w wyniku niezwykle gwałtownej erupcji Katli.
Góry Tęczowe – Landmannalaugar
Dla miłośników marsjańskich krajobrazów obowiązkowym punktem podróży jest Landmannalaugar, czyli słynne Góry Tęczowe. Camping w tym miejscu może być wyzwaniem ze względu na twarde, kamieniste podłoże, ale każda niedogodność zostaje wynagrodzona przez gorące źródło, znajdujące się na terenie kempingu, w którym można zanurzyć się po szyję i rozluźnić po całym dniu wędrówki. Już na samym początku roztacza się spektakularny widok na góry – niesamowita paleta barw od pomarańczy i żółci, przez intensywną czerwień, aż po głęboką butelkową zieleń. Landmannalaugar jest prawdziwym rajem dla piechurów – w okolicy znajduje się wiele tras trekkingowych, które prowadzą zarówno przez kolorowe wzgórza z charakterystycznymi siarkowymi wyziewami, jak i przez surowe, poszarpane pola lawowe.
Z Gór Tęczowych wyruszyliśmy na całodniowy przejazd przez interior, aby dotrzeć na północne wybrzeże Islandii. Większość trasy prowadziła po szutrach – polecam każdemu spróbować takiej jazdy. Drogi przecinają tu niemal kompletną pustkę: wokół tylko porośnięte mchem skały i lodowiec majaczący w oddali. Nie ma ludzi ani zabudowań, ale są owce. Nawet w najbardziej odludnych miejscach spotkaliśmy małe stadka i kierując auto trzeba na nie uważać, bo lubią wylegiwać się na jezdni.
Fiordy Zachodnie
Trasa przez Fiordy Zachodnie to prawdziwa uczta dla oczu – niekończące się widoki na strome góry opadające prosto do morza robią niesamowite wrażenie. Droga wije się serpentynami wzdłuż wybrzeża, gdzie woda głęboko wcina się w ląd, tworząc dramatyczne zatoki i fiordy. Co chwilę pojawia się nieodparta ochota, by zatrzymać samochód na poboczu i po prostu stać, chłonąc ogrom tej przestrzeni, podziwiając nieskazitelną naturę. Na trasach często spotyka się dzikie zwierzęta – foki wylegujące się na skałach czy ptaki morskie krążące nad klifami. Nie trzeba też obawiać się gorszej pogody, gdyż w mglistej aurze okolica nabiera iście tajemniczego klimatu.
Daj się porwać przygodzie
Islandia to kierunek, który trudno zamknąć w jednym schemacie podróżowania. Niezależnie od tego, czy wybierzecie skrupulatnie zaplanowany roadtrip, czy zdecydujecie się na wycieczkę zorganizowaną, jedno jest pewne – ta wyspa potrafi zachwycić, zaskoczyć i wystawić na próbę. Surowa natura, zmienna pogoda i ogromne przestrzenie uczą pokory, ale w zamian oferują doświadczenia, które zostają w pamięci na całe życie. Nie ma jednej „najlepszej” Islandii, każdy zobaczy ją inaczej. Dla jednych będzie to pierwszy kontakt z lodowcem, dla innych samotny trekking wśród mchów i lawowych pól, a dla jeszcze innych chwila zamyślenia przy kaskadzie wodospadu. Najważniejsze to dać sobie przestrzeń na zachwyt, nie spieszyć się i pozwolić się porwać Islandzkiej przygodzie.
Gosia i Marta
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.