O dzikach słów kilka
Dzik euroazjatycki (bo o nim jest ten artykuł) jest dużym ssakiem pospolitym w Polsce. Według Wikipedii – jego długość ciała dochodzi do 200 cm, wysokość w kłębie 110 cm a samce potrafią ważyć nawet 320 kg. Żyje do 27 lat. W sprincie osiąga aż 60 km/h (dla porównania – Usain Bolt w szczycie swojej kariery osiągał maksymalnie niecałe 45 km/h).
Ta garść informacji technicznych jest przydatna do zobrazowania z jak dużym zwierzakiem mamy do czynienia. Oraz – jak szybkim.
Dziki w Polsce żyją niemalże wszędzie, z wyjątkiem gór, jednak w ostatnich latach zarówno przez kurczące się siedliska, zwłaszcza w okolicach aglomeracji, jak i przez nieograniczony dostęp do żywności – bardzo chętnie sprowadzają się do miast. Wywiezione do lasu potrafią nawet do tego miasta wracać – kto w końcu odmówiłby darmowego, nieograniczonego fastfooda?
Miejskie dziki
Tak się złożyło, że mieszkam w Warszawie, dokładniej w jednej z bardziej oddalonej od centrum dzielnic – na Białołęce. W okolicy mam parki, zagajniki, nieużytki oraz… dziki brzeg Wisły. Mam więc i nasze dziki, czasem dosłownie pod domem. Przeprowadzając się tutaj wiedziałam, czego mogę się spodziewać – w końcu media już przynajmniej od 2009 donoszą o spotkaniach z tymi zwierzakami. Oczywiście, z histerycznymi nagłówkami o terroryzowanych mieszkańcach. Jednak czy faktycznie jest tak źle?
Dzicze spotkania
Przyzwyczajone do człowieka dziki spotykam regularnie.
Zdarzało mi się spać koło nich w namiocie – na jednej z naszych wycieczek rozłożyliśmy się na skraju miejscowości wypoczynkowej. Nie zauważyliśmy, że kilkadziesiąt metrów dalej jest dzikie wysypisko, z którego bardzo chętnie korzystały okoliczne dziki. Głośno. Całą noc. Nas jednak klasycznie zignorowały.
W Warszawie najprościej o spotkanie w lasku koło Wisły. Wielokrotnie mijały mnie stada dzików, zarówno dorosłych jak i młodych. Kiedyś napotkaliśmy grupę minimum kilkunastu warchlaków bawiących się koło głównej ścieżki spacerowej. Innym razem minęliśmy lochę z kilkoma młodymi.
Dzik w lesie nie jest niczym zaskakującym, nawet w stolicy. Jednak i w bardziej ‘cywilizowanych’ miejscach można je spotkać. W Warszawie nawet na środku osiedla zdarzają się znaki ‘uwaga, dzikie zwierzęta’ i zwykle – nie są to pomyłki. Dziki na poboczach są całkowicie normalne, widywałam je nawet na wjeździe na S8 (na szczęście – stał grzecznie za barierką). Niedawno spotkałam biegnącą rodzinkę koło dużej galerii handlowej, na parkingu obok pobliskiego marketu, na ścieżce biegnącej terenem zielonym obok głównej drogi. O okolicznym parku już nawet nie wspominam. Można by tak długo. Media donoszą o jeszcze ciekawszych przypadkach – kilka lat temu locha oprosiła się w zaroślach obok szkoły podstawowej.
Dzik jest dziki, dzik jest zły…. czy miejskie dziki są groźne?
Mimo tak wielu spotkań – nigdy nie czułam się zagrożona obecnością dzików. Oczywiście – bycie otoczonym przez stado kilkunastu sztuk w lesie, w nocy wywołuje szereg emocji, jednak obiektywnie rzecz biorąc – zwyczajnie mnie zignorowały. Poruszając się w miejscach, gdzie można spotkać te zwierzęta stosuję się do kilku zasad:
- nie skradam się, idę normalnie – tak, by zwierzak mógł w razie czego zwyczajnie odejść;
- nie podchodzę do dzików – staram się je obejść tak, by zachować komfortową dla obu stron odległość;
- wyłączam słuchawki – by w razie czego usłyszeć zwierzaka;
- NIE GŁASZCZĘ – wiem Bartek, “if not friend why friend shaped”, ale nie wolno głaskać zwierzątek wbrew ich woli;
- jakbym miała psa – trzymałabym go na smyczy, dla bezpieczeństwa obu stron;
- jakbym miała dziecko – pilnowałabym, by nie wpadło na głupi pomysł pogłaskania zwierzątka (nieważne, czy to dzik, lis czy pies sąsiada);
- jakbym miała starsze dziecko – uczyłabym jak należy zachowywać się wobec zwierząt już od małego;
- jadąc samochodem zwłaszcza nocą – ZWALNIAM. Prędkość maksymalna wbrew pozorom nie jest prędkością minimalną, można jechać wolniej.
Nie wyrzucam także odpadów w miejsca nieprzeznaczone, staram się wybierać zamykane śmietniki – naprawdę nie musimy zapraszać jeszcze więcej dzików do miast.
Stosując się do tych zasad nigdy nie spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja. Gdy dzikom nie spodobała się moja obecność (rodzinka pojawiła się obok mojego samochodu – próbowałam wejść do środka) to wyraźnie dały o tym znać ostrzegawczo chrumkając. Wsiadłam więc od strony pasażera (lata spędzone na ćwiczeniach po coś się przydają) i odjechałam zostawiając je w spokoju.
Skąd więc te emocjonalne doniesienia mediów o dzikach goniących ludzi? Przypomnę, że dzik może osiągnąć nawet 60 km/h. Człowiek – nie. To chyba wystarczająca odpowiedź na pytanie. Mnie kiedyś też ‘gonił’ łoś – po prostu chciał, bym sobie poszła.
Dzik jest dziki?
Od dziecka uczeni jesteśmy lęku przed dzikimi zwierzętami. Wilk zjadł przecież babcię, niedźwiedzie na pewno polują na ludzi, dziki… no, ‘kto spotyka w lesie dzika ten na drzewo szybko zmyka’. Warto jednak uświadomić sobie – oraz naszym dzieciom – że bajki niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. Dzikie zwierzęta nie chcą na nas polować, nie chcą nas atakować – one po prostu się nas boją. Nawet tak straszne wilki wolą unikać za wszelką cenę kontaktu z człowiekiem.
Miejskie dziki co prawda przywykły do człowieka, dlatego nie boją się zbliżyć do niego bardziej niż ich leśni koledzy, nie oznacza to jednak, że chcą nas zaatakować. Oczywiście – nie powinny mieszkać z nami w miastach, nie jest to przecież ich naturalne siedlisko. Jednak to my je nieświadomie zapraszamy. Także zamiast panikować – uszanujmy ich a będziemy mogli wzajemnie koegzystować. Kosztem miejskich trawników, lecz te możemy obsadzić krzewami.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.