Czym jest Jump starter?
Wybaczcie drodzy czytelnicy, że rzucam tu makaronizmami, ale niestety nasz rodzimy język – mimo swojego piękna, skomplikowania i potencjalnej precyzji przekazu – bywa czasami ofiarą własnych zalet. Tak jest i w tym przypadku, gdyż jump starter to po polsku „przenośne urządzenie rozruchowe”. No chwytliwe to nie jest. Można także spotkać słowo booster, które również nie padało raczej przy stole Kazimierza Wielkiego. Niemniej, dla zwyczajnej wygody i estetyki, pozwolę sobie używać tych zapożyczonych słów. A teraz do brzegu.
Jump startery to przykład genialnego wykorzystania istniejącego rozwiązania. Mianowicie ktoś wziął powerbank, taki zwyczajny jak do smartfona, wpakował do niego złącze wysokoprądowe, dorzucił w zestawie zaciski do terminali akumulatora samochodowego i tym samym ograniczył motywację do nawiązywania relacji społecznych z sąsiadami lub przypadkowymi ludźmi w razie awarii baterii w pojeździe. W skrócie: nie potrzebujesz drugiego samochodu i kabli. Podpinasz booster, a ten daje wystarczający impuls, by wesprzeć akumulator przy rozruchu silnika. Potem zaczyna działać alternator i jump starter można podłączyć do ładowarki USB lub wrzucić do schowka, jeśli nadal ma sporo procent baterii.
Rzecz jasna to skrajne uproszczenie i niuansów jest tu nieco więcej, ale tak w skrócie wygląda ogólna idea stojąca za tym wynalazkiem. A teraz nieco konkretów o Xtormie.
Booster Xtorm 2000A na papierze i na żywo
Jump starter jest zapakowany w kartonowe pudełko, chronione dodatkowo folią. Wewnątrz znajduje się spore etui z dość sztywnego tworzywa, a w nim spoczywa sam powerbank, instrukcja, klamry z układem bezpieczeństwa i kabel USB-C do ładowania ze zwykłej ładowarki sieciowej lub samochodowej. Parametry urządzenia prezentują się następująco:
| Pojemność | 12 000 mAh |
| Napięcie instalacji pojazdu | 12 V |
| Prąd rozruchowy | 750 A |
| Szczytowy prąd rozruchowy | 2000 A |
| Maksymalna pojemność silnika | 7 litrów benzyna, 4 litry diesel |
| Wyjścia | 2x USB-A (15 W) |
| Wejście | USB-C |
| Zabezpieczenia | Ochrona przed odwrotną polaryzacją Ochrona przed iskrzeniem Ochrona przed przeciążeniem elektrycznym Ochrona przed zwarciem Blokada uruchomienia przy nieprawidłowym podłączeniu zacisków Blokada rozruchu przy wykryciu nieprawidłowego obciążenia (np. zabawka, zwierzę) |
| Dodatkowe funkcje | Latarka Ładowanie smartfonów |
| W zestawie | Powerbank Xtorm Sztywne etui Zaciski z kontrolerem bezpieczeństwa Instrukcja obsługi Kabel USB-C |
| Zakres temperatury pracy | 5-55 °C |
| Zakres temperatury przechowywania | -20-60 °C |
| Wymiary (D x Sz x W) | 19 x 9 x 4 cm |
| Masa | 1265 g |
Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne – etui jest estetyczne, szwy równe, nie ma sterczących nitek, zastosowany materiał ma przyjemną teksturę. Po otwarciu zaliczyłem lekki szok, ponieważ sam booster jest znacząco mniejszy niż opakowanie, co ma swoje – hehe – plusy i minusy.
W przypadku samego Xtorm Jump Starter SuperBoost 2000A wrażenie również jest korzystne. Obudowa sprawia wrażenie solidnej, nawiązując stylistyką do urządzeń z kategorii rugged, czyli stworzonych do pracy w trudnych warunkach. Tworzywo nie zalatuje tanizną, nie ma nadlewek, oznaczenia są równo naniesione, gumowe zaślepki portów siedzą pewnie, ale nie ma problemu z ich wyjęciem. Zaciski także są wykonane bez zarzutu, kable wystarczająco grube, a złącze skonstruowane w taki sposób, że nie da się go podłączyć niewłaściwie. Dwa duże przyciski z wyraźnie odciśniętymi oznaczeniami powinny się dobrze sprawdzić także po ciemku.
Co to się stanęło? Xtorm przybywa na ratunek
Testowanie urządzeń pokroju boostera Xtorm jest nieco problematyczne. Przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy wydarzy się prawdziwa awaria. Z kolei umyślne rozładowywanie akumulatora nie jest dobrym pomysłem, ponieważ obniża jego późniejszą sprawność. Na moje nieszczęście bateryjka mojego samochodu dostała już parę razy po łbie, toteż nadmierne rozładowanie nie stanowiło wyzwania. I oczywiście „idealny” moment na takie ekscesy to rodzinna wycieczka po Bośni. Na szczęście miałem jump starter Xtorm.
Nasz pierwszy raz
Zasadniczo już na początku podróży pojawił się problem z wyciekiem płynu chłodniczego, przez co starałem się trzymać niskich obrotów, by nie generować skoków ciśnienia w układzie. Ale niskie obroty silnika to słabe ładowanie z alternatora, a na pokładzie działała lodówka turystyczna, klima, ładowarka do telefonów, radio, no i światła dzienne. Zatrzymaliśmy się na stacji paliw tuż przy granicy Chorwacja-Bośnia, by dolać płynu chłodniczego. Po załatwieniu wszystkich sprawunków chciałem odpalić samochód i… nie wyszło. Całą elektronika wewnątrz przygasła, a spod maski usłyszałem krótki terkot. Wtedy booster Xtorm wkroczył do akcji po raz pierwszy.
Wydobyłem urządzenie z pudełka i etui, podłączyłem moduł z zaciskami, a same zaciski do akumulatora samochodu. Najpierw czerwony do plusa, czarny do minusa, na koniec wcisnąłem włącznik na obudowie powerbanku. Dioda na sterowniku najpierw zaświeciła na niebiesko, po czym zmieniła kolor na zielony, dając sygnał, że urządzenie jest gotowe do akcji. Kluczyk do stacyjki, zapłon i poszło bez zająknięcia. Xtorm fabrycznie naładowany do 84% bez problemu odpalił 2-litrowego diesla i stracił przy tym około 20% energii. Minimum naładowania do startu pojazdu to 50%.
Nieszczęścia chodzą parami
Druga okazja do skorzystania z jump startera Xtorm nastąpiła już dzień później – tuż po tym, jak zakopałem się w żwirku na plaży i musiałem obniżyć ciśnienie w oponach do 1,3 bara. Po dotarciu na solidniejszy grunt wyjąłem kompresorek, by dopompować koła. Dobra rada, drodzy czytelnicy: pompujcie do minimum wystarczającego na dojechanie do stacji. Ładowanie takim maleństwem ciśnienia 2,8 bara to krótka droga do kupna nowego kompresora. Mój wytrzymał, ale ledwo.
Mimo że pompowałem z odpalonym silnikiem, by alternator zapobiegł rozładowaniu akumulatora, to ponownie dorwała mnie klątwa niskich obrotów. Po zakończeniu zwiększania ciśnienia zgasiłem samochód, żeby skoczyć do toalety przed trasą i ponownie przy próbie odpalenia rozrusznik tylko krótko zaterkotał. Tym razem również nie było najmniejszego problemu z odpaleniem i zeszło jakieś 25% energii z boostera. Do końca wyjazdu już się pilnowałem i więcej okazji do użycia nie doświadczyłem.
Ciekawostka: po podłączeniu do akumulatora procent naładowania boostera spada – obstawiam, że podładowuje osłabiony akumulator, aby zwiększyć jego sprawność i ograniczyć własny „wysiłek”.
Ma latarkę, ale jaką?
Pech chciał, że zaaferowany uruchomieniem pojazdu nie myślałem zupełnie o robieniu zdjęć, a że ściany tekstu bez ilustracji nikt czytać nie będzie, to musiałem wykonać kilka fotek. Postanowiłem przy tej okazji sprawdzić ile jest warta wbudowana w booster Xtorm latarka. Przycisk włącznika, potem długie przytrzymanie przycisku latarki i staje się światłość. Deklarowane 200 lumenów wydaje się zgodne z prawdą, a jest to wystarczająca ilość światła, by zajrzeć pod maskę, przejść się po nieoświetlonej drodze bez ryzyka potknięcia, a przy tym będąc wystarczająco widocznym z dość daleka. Moim zdaniem jest dokładnie taka, jak być powinna. Światło miękkie, barwy neutralnej z lekkim odchyleniem w stronę ciepłą. Krótkie naciśnięcie odpala sygnał SOS, a kolejne stroboskop. Przyznam, że ten ostatni to dla mnie zagadka. Może do samoobrony? Albo wkurzenia innych kierowców, żeby się zatrzymali? Trzeci pstryk gasi światło.
Jump starter Xtorm SuperBoost 2000A – warto?
Żeby móc uczciwie ocenić opłacalność, należy uwzględnić cenę. Urządzenie rozruchowe Xtorm SuperBoost 2000A kosztuje około 500 zł. To drożej niż kable rozruchowe i niejeden sprzęt od konkurencji, ale trzeba pamiętać o parametrach. Ogromną zaletą tego modelu jest wysoki prąd rozruchowy wynoszący 750 amperów i szczytowy na poziomie 2000 amperów. Przykładowo booster mojego kolei za połowę tej ceny ma 600/1200 A. O ile do mojego samochodu by to na pewno wystarczyło (testowane), tak do 4-litrowego diesla już niekoniecznie. A Xtorm deklaruje, że ruszy takiego potwora.
Jeśli miałbym doszukiwać się wad, to chyba jedynie rozmiar etui. Z jednej strony skutecznie chroni zawartość, ale z drugiej uniemożliwia wrzucenie całości do schowka, czyli optymalnego miejsca na takie urządzenie. Trzymanie go w bagażniku, jeśli klapa jest otwierana elektrycznie, to pomysł z kategorii tych raczej średnich. Oczywiście nie każdy ma taki bagażnik, a miejsc do schowania jest sporo, ale mi to nie odpowiada i korzystam ze swojego recenzenckiego prawa do narzekania.
Z nieuwzględnionych wcześniej plusów na pewno wypada wymienić liczne zabezpieczenia, więc nawet totalny laik sobie poradzi z obsługą, a jeśli zrobi coś źle, to nic nie wybuchnie. Instrukcja jest klarowna, więc wystarczy umieć czytać. Jest też opcja odpalenia pojazdów z kompletnie rozładowanym akumulatorem, acz jest to niezalecane, bo niektóre systemy mogą zwariować. Na szczęście przycisk aktywujący tę funkcję znajduje się z boku modułu sterującego i trzeba go przytrzymać, więc ciężko o przypadkowe uruchomienie tej opcji.
Podsumowując: jeśli lubisz wyjazdy w odludne miejsca, gdzie szansa spotkania kogoś, kto pomoże odpalić Twój samochód lub motocykl, jest niewielka – jump starter jest obowiązkowy. Jeśli jeździsz przy tym pojazdem ze sporym silnikiem – koniecznie zainteresuj się boosterem Xtorm. Polecić go mogę każdemu, aczkolwiek posiadacze bardziej „cywilnych” pojazdów bez problemu mogą zadowolić się czymś mniej wypasionym. Ale jeśli cena nie gra roli, to stawiałbym właśnie na bohatera tej recenzji.
Dziękujemy polskiemu dystrybutorowi marki Xtorm – firmie K-Consult Sp. z o.o. – za przysłanie jump startera do testów.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.