Dobór odzieży przeciwdeszczowej wcale nie jest tak prosty, jak by się mogło wydawać. Pół biedy, kiedy deszcz jest spokojny, mży, albo już pada, ale z małą intensywnością. Gorzej, kiedy zrywa się gwałtowna ulewa, która tłucze wielkimi kroplami wody. A wobec zmian klimatu które przeżywamy, nawet w naszych szerokościach geograficznych gwałtowne burze zdarzają się statystycznie częściej niż np. 10 lat temu. Z drugiej strony pada rzadziej, więc trudniej jest napisać rzetelną recenzję. Mimo to, dziś na warsztacie lądują dwa – jakże odmienne – elementy odzieży o tej samej głównej funkcji: ochrona przed deszczem. I chociaż to przeznaczenie je łączy (tak samo jak producent), jest między nimi wiele różnic, które sprawiają że ich użycie może być zgoła odmienne. Zaczynamy.
Kurtka Helikon hardshell Squall
To przedstawiciel gatunku „kurtka”, w przypadku którego sama nazwa mówi nam, do czego służy. Squall to po angielsku szkwał, czyli gwałtowny, ostry, porywisty wiatr o dużej sile, zwykle niosący silne opady. Natomiast hardshell (dosł. twarda skorupa) to w założeniu wierzchnia warstwa odzieży, która ma nawet przed takimi – szkwałowymi – warunkami chronić dzięki zastosowaniu membrany, która z jednej strony jest wodoodporna a w drugą stronę przepuszcza parę wodną. Od razu rozwiejmy jeden mit: to nie jest kurtka całkowicie wodoodporna. Taką jest tylko guma. I tak, można sobie sprawić odzież, która będzie wykonana lub powleczona warstwą gumy, ale kompletnie nie będzie ona oddychała, zatem zaparzenie się podczas jakiegokolwiek wysiłku będzie praktycznie pewne. Hardshell ma zapewnić dwustronny komfort w warunkach wilgoci wilgoci.
Helikon Lightweight Poncho
Czym jest poncho, opisywaliśmy przy okazji Swagmana. Nazwa ta ma długą historię, niegdyś oznaczała po prostu prostokątny, wełniany koc z dziurą na głowę, który osłaniał zarówno od wiatru, jak i od palącego słońca. Współcześnie poncha miewają o wiele bardziej skomplikowaną budowę. Lightweight Poncho jest jednak bardzo proste. To zwyczajny, prostokątny kawał cienkiego poliestru z kapturem, który ma nas ochraniać przed opadami deszczu lub śniegu. Dodano mu kilka dodatkowych cech, o których za chwilę. Od kurtki poncho różni się przede wszystkim długością i szerokością. Sięga daleko poniżej linii pasa – w moim przypadku do kolan – i łatwo można pod nim schować ręce. Zupełnie inaczej również jest rozwiązana kwestia wentylacji, gdyż w tym przypadku jest ona po prostu naturalna, powodowana przez wiatr.
Szczegóły techniczne Helikon Squall
Pora na trochę technogadki, żeby była pełna jasność, o czym mówimy. Hardshelle ogólnie opisuje się przede wszystkim w kategorii wodoodporności i oddychalności. W przypadku kurtki Helikon Squall producent podane odporność do 30 000 mm słupa wody oraz oddychalność na poziomie 30 000 gramów pary wodnej na metr kwadratowy tkaniny w ciągu 24 godzin. Przyznaję, że nie dysponuję specjalistycznym sprzętem do sprawdzenia tych danych. Takie parametry ma zapewniać membrana TorrentStretch, będąca trójwarstwowym laminatem. Warstwę zewnętrzną stanowi powłoka hydrofobowa DWR (Durable Water Repellency), której zadaniem jest zmniejszenie efektu nasiąkania i spowolnienie przenikania wilgoci. Trzeba powiedzieć, że te dwa razy 30 000, to wartości naprawdę duże, klasyfikujące Squalla na wysokiej półce w swojej klasie. Kurtka waży oszałamiające 420 gramów i obecnie jest najlżejszą w mojej szafie. Prawdę mówiąc, kiedy przytroczę ją do plecaka, jeżeli nie zaczyna padać, potrafię zapomnieć że tam jest.
Szczegóły techniczne Helikon Lightweight
Kontynuujemy technogadkę, ale zmieniamy bohatera. Tutaj wodoodporności nie podano, a szkoda. Chętnie dokonałbym porównania. Jeśli chodzi o materiał, to płachtę z kapturem wykonano z poliestru w splocie ripstop o gramaturze 72 gramy na metr kwadratowy, czyli cieniutkiego. Całe poncho ma wymiary 209 na 145 cm, czyli jest mniej więcej wielkości zwyczajnego koca. Całość razem z dodatkami waży jeszcze bardziej oszałamiające 350 gramów, więc też można je zupełnym przypadkiem zostawić w plecaku.
Kurtka Helikon Squall pod lupą
Wszystkich, którzy nie mają doświadczenia z typem hardshell, należy uprzedzić: to bardzo cienka kurtka. Będąc przyzwyczajonym do starszych rozwiązań, przy pierwszym zetknięciu można powątpiewać w jej użyteczność. Stanowi ową zapowiedzianą przez nazwę skorupę przeciwdeszczową oraz przeciwwiatrową i na tym koniec. Pozbawiona jest jakiejkolwiek podszewki. Ma za to – oczywiście – kaptur z małym daszkiem i możliwością regulacji w dwóch płaszczyznach oraz ogumowane, czyli zabezpieczone przed przeciekaniem zamki błyskawiczne. Ma też trzy kieszenie: dwie dość głębokie na piersi, a także jedną wewnętrzną. Wszystkie są zamykane zabezpieczonymi przed wilgocią zamkami. Mankiety rękawów oraz dolną krawędź kurtki można dopasować do użytkownika ściągaczami. Warto też zwrócić uwagę na wysoki kołnierz, którym można osłonić twarz. Do tego dwa klasyczne u Helikona elementy: panel rzepa na rękawie oraz zapinane wywietrzniki pod pachami. Mając już pewne doświadczenie z odzieżą tego producenta, byłem wręcz zaskoczony prostotą budowy tej kurtki.
Poncho Helikon Leightweight pod lupą
Po technicznym porównaniu zawodników z poprzednich akapitów niewiele zostało do powiedzenia na temat tego produktu. Tu też rzuca się w oczy prostota rozwiązania. Oczywiście poncho wyposażono w regulowany kaptur z małym daszkiem. Producent nie wspomina o tym w opisie, ale sądząc po zachowaniu kropel wody na powierzchni produktu, tu również zastosowano jakiś czynnik hydrofobowy. Około połowy długości krawędzi pionowej (tej, która staje się pionową po założeniu poncha), dodano zatrzaski umożliwiające po pierwsze utworzenie quasirękawów, po drugie pewną stabilizację poły, którą mógłby porywać wiatr. Warto zwrócić uwagę na sześć pętelek wszytych (ze wzmocnieniem) na krawędziach poziomych. Jest to nawiązanie do tradycji pałatki i innych, starszych peleryn przeciwdeszczowych, z których często dało się robić namiocik. Producent podkreśla, że zastosowano pętelki z mocnej tkaniny zamiast typowych, metalowych kółek, aby oszczędzić kilka gramów ciężaru. Lightweight Poncho przychodzi w niewielkim pokrowcu z uchwytem z taśmy.
Funkcjonalność kontra funkcjonalność
Jak już powiedziałem powyżej, oba produkty mają to samo przeznaczenie główne: mają osłaniać przed deszczem. Kurtka Helikon Squall jest krótka, o ile więc doskonale chroni korpus, ramiona i głowę, nogi pozostają całkowicie odsłonięte. W dodatku przy naprawdę mocnych opadach woda zwyczajnie ścieka po powierzchni kurtki wprost na uda. Z kolei poncho Helikon Leightweight osłania użytkownika aż do kolan, a krople spływające do dolnej krawędzi są z niej zrzucane siłą samego ruchu. Zmoknąć może dół nogawek. Jeżeli się zatrzymujemy, poncho można podwinąć pod gluteus maximus i usiąść na suchej powierzchni, osłaniając nogi przed opadami. Kurtka nie daje takiej możliwości. Nie osłania również bagażu, podczas gdy pod poncho zmieści się mały albo średni plecak. Ostatecznie niejeden duży też by się zmieścił, choć pewnie trudniej by było spiąć poły.
Z kolei podczas wysiłku takiego jak długi marsz, przejście przez trudny teren czy praca w obozie poncho może po prostu trochę zawadzać. Poły mogą być szarpane przez wiatr, mogą się zaczepiać o gałęzie czy skały, przy ostrym podejściu istnieje nawet ryzyko przydepnięcia go. Squall, dobrze dopasowany do użytkownika, pracuje razem z nim, w żaden sposób nie ograniczając ruchliwości. Z drugiej strony całkowicie traci tę przewagę nad ponchem, kiedy z fazy dynamicznej przechodzimy do bardziej statycznej. Jeśli chce się usiąść, odpocząć, przygotować posiłek i w ogóle za każdym razem, kiedy nasze nogi mogą lub muszą znaleźć się w linii poziomej a nie pionowej, kurtka nie usłania ich ani trochę. To szczególnie ważne dla osób jeżdżących na rowerze. W deszczu ubrania na udach przemakają bardzo szybko, woda wyciskana z tkaniny zaczyna ściekać po goleniach i łydkach, a ruch powietrza powoduje gwałtowne obniżenie temperatury. Skutek: przemoczenie, wychłodzenie dużej części skóry (nawet do 30% całej jej powierzchni*, to bardzo dużo!), zwiększone ryzyko przemarznięcia, zachorowania, a nawet wychłodzenia organizmu. Poncho rozwiązuje ten problem dzięki swojej długości. Można je choćby lekko przytrzymać na kierownicy roweru, tworząc z poły markizę ponad nogami.
* Nogi tworzą około 36-38% powierzchni całego ciała, ale zakładam, że tył nogawek raczej nie przemoknie całkowicie, choć przy dłuższej jeździe albo na skutek rozbryzgów oczywiście może się to zdarzyć.
Wiatr i wilgoć
Ani jeden, ani drugi produkt nie zapewnia właściwie żadnej osłony przed zimnem, więc w chłodniejsze dni należy ubierać się warstwowo, na cebulkę. W końcu w obu przypadkach to tylko pojedyncza warstwa cienkiego materiału. Ale z drugiej strony kurtka Helikon Squall to naprawdę istna zbroja przeciwwiatrowa, a wszyscy wiemy, jak wiatr potrafi obniżyć odczuwalną temperaturę. Pod tym względem praktycznie całkowicie otwarte po bokach poncho zostaje gdzieś daleko z tyłu za kurtką. Squall daje możliwość szczelnego dopasowania go do siebie praktycznie na wszystkich krawędziach, a jednocześnie zamki wentylacyjne chronią użytkownika przed przegrzaniem się. Chciałoby się powiedzieć, że żaden wiatr się nie przedostanie, choć nie miałem okazji do sprawdzenia go nad morzem w sztormie ani podczas monsunowej nawałnicy – czyli w warunkach naprawdę ekstremalnych – więc nie mogę być całkiem pewien. Na pewno gwałtowna, letnia burza (opady powyżej 20 mm na godzinę) w naszym klimacie nie dała mu rady. Podczas wysiłku, np. dłuższego marszu czy jazdy na rowerze, osoba ubrana w poncho Helikon Lightweight może się spodziewać pewnej kondensacji wilgoci pod warstwą wodoodporną, zwłaszcza jeżeli zawinie się na tyle szczelnie, na ile to możliwe. Paroprzepuszczalność oraz wentylacja kurtki Helikon Squall właściwie zapobiegają temu zjawisku. Z drugiej strony, mając na sobie poncho możemy po prostu rozłożyć ręce na boki i przewietrzyć się, choć w ten sposób gubimy zupełnie ciepło (którego warstwa wodoodporna, nawet cieniutka, jednak trochę chwyta i zatrzymuje przy ciele), więc nie zawsze jest to dobre rozwiązanie.
O ile w zakresie ochrony przed warunkami atmosferycznymi kurtka Helikon Squall wypada lepiej niż poncho Helikon Lightweight, o tyle pod względem możliwych alternatywnych zastosowań płachta mająca 3 metry kwadratowe wychodzi na prowadzenie. Kurtka to tylko kurtka. Oczywiście można jej użyć jako improwizowanego tobołka, zwinąć pod głowę albo na niej usiąść. Poncho też spełni te funkcje, a do tego – dzięki pętelkom – może zostać wykorzystane jako schronienie albo ekran osłaniający kuchenkę gazową. Można je też po prostu rozciągnąć na ziemi jako płachtę, żeby usiąść czy rozłożyć na niej ekwipunek. Albo, podnosząc nad głowę, osłonić kilka osób na raz czy rozpiąć jako markizę przeciwsłoneczną. Cóż, powtarzam: to jest przede wszystkim płachta, tylko że ktoś jej dorobił kaptur.
Wnioski
Kurtka Helikon Squall oraz poncho Helikon Lightweight to bardzo różne element ekwipunku. Spełniają tę samą podstawową funkcję, ale oba posiadają wyraźne cechy indywidualne, które determinują użycie w odmiennych sytuacjach. Najkrócej mówiąc, Squall jest przeznaczonym do dynamicznej aktywności i ekstremalnych warunków specjalistą, a poncho to raczej wielofunkcyjny średniak (w dobrym, pragmatycznym znaczeniu tego słowa), wystarczający w zróżnicowanych okolicznościach. Oba sprawdzają się też w mieście i dają się upchnąć w podręcznym bagażu w postaci małego pakunku. Sami musicie zdecydować, czego potrzebujecie bardziej. A może najlepiej by było mieć oba? No i ciekawe, jak by wypadło hardshell poncho, zrobione z tego samego materiału co Squall? Coś takiego na pewno chętnie bym przetestował.
Własna strona naszych Autorów, kilka słów o nich i reszta ich materiałów opublikowanych w serwisach Elventure oraz MilMag: sylvanus.edu.pl
Dziękujemy firmie Helikon-Tex za udostępnienie torby do testów.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.