W skrócie
- Kompaktowe awaryjne EDC: Levanter to ultralekka (ok. 100 g) i niezwykle pakowna wiatrówka typu anorak (kangurka), którą łatwo zwinąć i zmieścić w każdym plecaku jako zabezpieczenie przed kaprysami pogody.
- Wykonana z nylonu z powłoką hydrofobową DWR (wodoodporność 10 000 mm, oddychalność 10 000 g), doskonale blokuje przenikliwy wiatr i radzi sobie z mżawką oraz przelotnym deszczem bez efektu „sauny”.
- Po wyjęciu z plecaka kurtka bywa mocno pognieciona, jednak nadrabia to praktycznymi rozwiązaniami – m.in. głębokim, regulowanym kapturem i pojemną kieszenią na przestrzał.
- Jako że kurtka nie rozsuwa się do końca i jest zakładana przez głowę, warto wybrać model o jeden lub dwa rozmiary większy, aby w razie nagłej ulewy bez problemu narzucić ją na bluzę czy softshell.
Kurtka Levanter w teorii…
Levanter to lekka, przeciwdeszczowa wiatrówka od Helikon-Tex. Ma ona krój typu anorak (znany także jako kangurka), czyli nie rozpina się do końca i jest zakładana przez głowę. Jest ona dostępna w czterech kolorach: czarnym, cienisto-szarym, kojotowym i zieleni tajgi. Anorak ten wykonano w stu procentach z cienkiego, ale wytrzymałego nylonu i pokryto go hydrofobową warstwą DWR, czyli Durable Water Repellency. Jak przekonuje nas producent, ma ona chronić kurtkę przed zabrudzeniami i ograniczać nasiąkanie materiału wodą. Zastosowany materiał ma wodoodporność na poziomie 10 000 mm słupa wody, co oznacza, że wystarczy na mżawkę i przelotny deszcz. Dodatkowo zapewnia on oddychalność rzędu 10 000 gramów na metr kwadratowy na dobę, czyli w teorii nie powinniśmy się w niej zbytnio pocić podczas intensywnego ruchu.
Sama kurtka jest bardzo lekka (waży około 100 gramów) i bardzo pakowna. Jako rasowy anorak rozpina się ona half-zip, czyli mniej więcej do połowy klatki piersiowej, a zamek (od YKK oczywiście) zabezpieczony jest dodatkowo rzepami przed wodą. Poniżej końca zamka znajduje się kieszeń typu kangur, czyli „na przestrzał”, a jej końce zabezpieczone są zamkiem z chroniącą go przed zmoknięciem zakładką.
Kurtkę uzupełnia całkiem spory kaptur z bardzo niewielkim daszkiem i sznurkiem, dzięki któremu możemy regulować jego rozmiar. Kaptur jest naprawdę głęboki i bez trudu ochroni nas przed deszczem.
… i w praktyce
W tym dziwnym, późnozimowym i wczesnowiosennym okresie, jakim jest koniec lutego, marzec i kwiecień, kurtka Levanter stała się częścią mojego EDC. Zamiast parasola albo przeciwpancernej peleryny zacząłem uzupełniać to, co codziennie ze sobą zabieram, właśnie lekkim jak piórko Levanterem. Wiatróweczka od Helikona mieści się wszędzie. Bardzo łatwo zwinąć ją i wepchać do plecaka albo do jednej z kieszeni, o których pisałem niedawno. Nie jest to może skala miniaturyzacji płacht od Naturehike, które po złożeniu wyglądają jak duże pudełko chusteczek, ale nadal Levanter zajmuje niewiele miejsca – zwłaszcza jak „dociśniemy” go gumami lub jakimiś paskami kompresyjnymi. Po rozłożeniu jest pomięty. No dobra, wygląda jak „krowie z gardła wyjęty”, ale nijak nie traci swoich właściwości, a jak zaczyna padać, to mój wygląd nie interesuje mnie tak jak komfort suchości.
Jak się sprawda na deszczu?
Naprawdę dobrze. Muszę przyznać, że naprawdę kozacko. Nie trafiła mi się żadna ulewa, ale w te dwa miesiące kilka razy spontanicznie dopadł mnie deszcz albo jakiś paskudnie siąpiący godzinami kapuśniaczek (nazwa nijak nie przystaje do tego lejącego się z nieba paskudztwa).
Wtedy zakładałem Levantera i przestawałem się przejmować czymkolwiek. Wodę przyjmował dzielnie i nigdy mi nie przemókł, mimo że czasem radośnie drałowałem z nim przez dwie godziny
Oddychalność? Naprawdę byłem z niego pod tym względem zadowolony – po przeskoku z peleryny, gdzie po jakichś 4 kilometrach miałem saunę, tutaj szło się całkiem przyjemnie i wiatrówka nie była jakimś specjalnym źródłem dodatkowego pocenia się. Oczywiście peleryna to inny poziom odporności na wodę, ale przy mniejszych opadach – zawsze wybiorę helikonowego anoraka.
A jak na silnym wietrze
Tu opowiem wam historię. Jakoś na początku kwietnia postanowiłem wybrać się na Wawel zrobić zdjęcia magnoliom. Pogoda zacna – całkiem ciepło, więc jak ostatni głupek pomyślałem sobie: zamiast softa założę kurteczkę – w końcu to tylko 10 kilometrów spacerku, co może pójść nie tak? Nie przewidziałem w swej niezmierzonej głupocie tylko wiatru. Termometr pokazywał temperaturę komfortową, ale jak to mówią „odczuwalna” to już inna para kaloszy.
Innymi słowy, po jakichś 3 kilometrach zaczęło mnie przewiewać… Jak docierałem nad Wisłę (czyli na jakimś… 5 kilometrze), to już prawie się poddałem. I wtedy przypomniałem sobie (normalnie geniusz) o tym, że w plecaku mam Levantera. Zatrzymałem się, założyłem wiatróweczkę i… znalazłem się w innym świecie. Wiatr nagle stał się odległym wyjcem, który przestał mnie interesować, a idąc szybko, odzyskałem całe utracone ciepło (aż do przesady, bo jednak anorak nie oddawał całego nadmiaru). Czułem się jak nowy, lepszy wędrowiec. Kij z tym, że poprzednia kurtka wystawała mi spod Levantera – ja byłem szczęśliwy.
Czyli skracając całą historię do krótkiej wypowiedzi: tak, Levanter bez dwóch zdań doskonale radzi sobie z wiatrem, ale trzeba uważać, bo potrafi dość mocno rozgrzać.
Inne uwagi
Swoją drogą, korzystając z Levantera, trzeba się dobrze nauczyć zarządzania sznureczkiem przy kapturze. Inaczej w tym fajnym i całkiem głębokim kapturze będziemy wyglądać jak rozmemłana żaba (czyli jak ja), a nie jak rasowy globtrotter. Dodatkowo bardzo chętnie zobaczyłbym też… worek z taśmami kompresyjnymi, by pakować do niego kurteczkę.
Zdaję sobie sprawę, że mogę zwinąć anoraka do kaptura i tak częściowo dodatkowo zredukować jego objętość, ale z woreczkiem mam wrażenie, że byłbym w stanie osiągnąć więcej. Tak na marginesie – kupując Levantera, warto wycelować w takiego o co najmniej rozmiar (jak nie dwa) większego od normalnych ciuchów, które zazwyczaj nosicie. Dzięki temu bez trudu założycie go przez głowę na bluzę lub softa, gdy zacznie padać, bez konieczności wykonywania zbędnej ekwilibrystyki.
Warto też parokrotnie założyć go dla testów – zwłaszcza jak rzadko korzystacie z anoraków i innych ubrań zakładanych przez głowę. Dzięki temu unikniecie zbędnego stresu z zakładaniem go podczas, gdy atakuje was woda, a ręka utknęła nie tam gdzie trzeba. Nie żeby mi się to przydarzyło… ale byłem tego bliski, gdy za pierwszym razem zakładałem Levantera w pobliżu [brakowało tu słowa, dodałem domyślne np. „domu” – proszę sprawdzić czy pasuje do zamysłu, zostawiłem „w pobliżu” dla autentyczności, ale warto to doprecyzować].
Kilka słów na koniec
Wiatrówka Levanter aż do zimy stanie się częścią mojego EDC. Jest nieduża, pakowna i leciutka. Bardzo dobrze mieści się do plecaka i zapewnia komfort, gdy zacznie padać, a musimy się przemieścić z miejsca na miejsce. Przyda się zarówno podczas trekkingu, jak i w mieście. Od chwili, gdy zacząłem ją nosić ze sobą, przestałem się przejmować parasolem i peleryną, bo helikonowy anorak starczy mi w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Levanter to, tak jak pisałem we wstępie, „wiatrówka na wszelki wypadek” – nie będę w niej paradował na co dzień, ale gdy z jakiegoś powodu pogoda wokół mnie stanie się nieszczególna, będę dziękował duchom i bogom, że mam ją wśród rzeczy, które zabieram zawsze ze sobą, wychodząc na dłużej z domu.
Grafiki: Krzysztof Rudek
Dziękujemy Helikon-Tex za udostępnienie kurtki Levanter do testów.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.