„Najlepsze narzędzie to takie, które mamy pod ręką”. Ta złota zasada EDC jest gdzieś zawsze z tyłu mojej głowy i staram się z niej korzystać, budując swój osobisty szpej codziennego użytku. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że noszę go za dużo – o czym mogliście się przekonać, czytając mój tekst o miejskim EDC sprzed kilku tygodni – ale moje kieszonkowe narzędzia dobieram (a w każdym razie próbuję) tak, by były lekkie i przydatne. Dlatego też jakieś półtora roku temu zwróciłem uwagę na małego minitoola od chińskiej firmy Nextool, noszącego nazwę Mini Flagship, a przed półtora miesiącem (czyli niedługo po jego premierze, o której także pisałem na Elventure) kupiłem jego ulepszoną wersję, czyli Mini Flagship F12. To właśnie ten drugi kieszonkowy multitool jest bohaterem dzisiejszego tekstu.
Mały wariat o wielu obliczach
Mini Flagship F12 od Nextool to prawdziwe maleństwo. Mierzy po złożeniu jedynie 65 mm i waży niecałe 80 gramów. Jego rozmiar i ciężar są więc zaniedbywalne w porównaniu z większością tego, co przy sobie nosimy. W tym małym korpusie ukrytych jest trzynaście narzędzi, z których część to oczywiście bajery zwiększające marketingową liczbę wbudowanych utensyliów, ale większość to pełnosprawne przyrządy gotowe do użycia.
Podstawą, jak w każdym multitoolu, są oczywiście dość typowe kombinerki ze szpiczastym noskiem i przecinakami do drutu. Te ostatnie bardzo fajnie sprawdzają się do cięcia raczej cienkich drutów (najgrubszy, który ciąłem, miał około 3 mm), ale za to ze względu na rozmiary wcisną się tam, gdzie nie sięgnie większy multitool.
Drugim bardzo ważnym narzędziem są nożyczki. Wykonano je ze stali 5Cr15MoV, a ich powierzchnie tnące mają długość około 25 milimetrów. Nie jest to jakaś supermocna stal i relatywnie szybko się tępi, ale do codziennych zastosowań jest całkowicie wystarczająca. Tym bardziej że jedno z ostrzy jest delikatnie ząbkowane, dzięki czemu lepiej radzi sobie z twardszymi materiałami, takimi jak włóknisty papier czy tkaniny. Jest to narzędzie, z którego bez dwóch zdań korzystam najczęściej i doskonale radzi sobie ono z odcinaniem nitek i sznurków, a także z docinaniem kartek.
Nóż (czyli kolejne z narzędzi) ma długość 45 milimetrów i wykonano go ze stali 8Cr14MoV, czyli całkiem przyzwoitej jak na budżetowe multitoole. Blokowany jest liner lockiem, a otwierany w systemie thumb hole. Teoretycznie można go więc otworzyć jedną ręką, choć mi się to nie udało. Ostrze jest, jak widać, nieduże i raczej trudno wykorzystać je na przykład do przekrojenia bułki, ale nada się doskonale do otwierania paczek i przecinania kartonów, a także jako wsparcie przy owocach takich jak pomarańcze.
Oprócz tych podstawowych narzędzi Mini Flagship F12 wyposażono także w dwustronny, całkiem solidny pilnik (także blokowany liner lockiem), podstawowe śrubokręty (płaski i Philips w wersji 2.5D), otwieracz do butelek, mały łomik, głębokościomierz (40 mm) z opcją linijki oraz element luminescencyjny, który pozwala znaleźć multitool nawet w całkowitych ciemnościach. Wszystkie one działają, choć przydatność niektórych z nich (na przykład linijki) jest dość umowna. Przez to półtora roku, od kiedy używam minitooli z linii Mini Flagship, użyłem chyba każdego z tych narzędzi i nigdy mnie nie zawiodły.
Mini Flagship kontra Mini Flagship F12 – co się zmieniło?
Mini Flagship F12 to zdecydowanie ulepszona wersja oryginalnego Mini Flagshipa. Jednakże jest to ewolucja multitoola, a nie rewolucja w jego konstrukcji. Nowy minitool ma praktycznie wszystkie te same elementy co poprzednik, jednak niemal każdy został ulepszony. Wszystkie ważniejsze elementy w F12 skonstruowane są ze stali odrobinę lepszej niż w oryginale – na przykład ostrze w Mini Flagship to stal 8Cr14MoV, a poprzednik miał je ze stali 50Cr15. Obudowa to teraz 20Cr13, a poprzednio 30Cr13. Mniejsza zawartość węgla w nowej obudowie sprawia, że jest ona bardziej elastyczna i mniej podatna na pękanie.
Jeżeli chodzi o samą konstrukcję urządzenia, to największą zmianą jest wprowadzenie masywniejszych i wytrzymalszych szczypiec w kombinerkach, dodanie zabezpieczenia liner lockami dla ostrza i pilnika, thumbhole w nożyku oraz wyposażenie Mini Flagship F12 w klips do deep carry i świecącą końcówkę.
Wszystkie te zmiany to oczywiście krok w dobrą stronę, ale za nimi idzie też niestety nieubłagany wzrost ceny o 5 dolarów. Moim zdaniem warto jednak dopłacić te kilkadziesiąt złotych, bo nowa wersja, mimo że mam ją w kieszeni zaledwie od miesiąca, już sprawdza mi się lepiej od poprzedniej.
Jak sprawdzają się kieszonkowe multitoole od Nextool?
Multitoole z linii Mini Flagship towarzyszą mi codziennie od mniej więcej półtora roku. W tym czasie wykorzystywałem je przy naprawdę różnych okazjach, ale praktycznie zawsze do prac lżejszych. Ciąłem druty, dokręcałem poluzowane śruby, przecinałem nieprzeliczone ilości sznurków, kartonów, kartek, opatrunków i plastikowych butelek. Wsparty przez flagshipowe ostrze pokonałem armię kartonów i taśm klejących i zatknąłem flagę na stercie skórek z naprawdę wielu cytrusów.
Minitool ten jest ze mną codziennie, przyczepiony małym S-binerkiem do kluczy, zawsze w zasięgu ręki. W domu, na mieście, w podróży, na obozach z dzieciakami i w delegacji. Zawsze pod ręką i zawsze gotowy do użycia. Sięgam po niego częściej niż po mojego Surge’a od Leathermana (który jest naprawdę świetny, ale czasem korzystanie z niego przypomina strzelanie z szesnastofuntówki do kaczek).
Najczęściej korzystam chyba z nożyczek. Nie są duże, ale wygodne, a posiadanie ich zawsze pod ręką ułatwiło mi życie przy nieprzeliczonych okazjach. Wcześniej, przez kilkadziesiąt lat swojego życia, nie podejrzewałem nawet, że nożyczki w kieszeni mogą tak wiele ułatwić, teraz nie mogę się bez nich obejść.
Mini Flagship F12 to zaskakująco solidne urządzenie, jednak zdecydowanie do prac raczej lekkich, a obciążanie go zbyt poważnymi zadaniami (takimi jak na przykład poluzowanie zbyt mocno zapieczonej śruby czy przecięcie nazbyt grubego drutu) niechybnie go zniszczy. To nie jest tytan z najlepszych stali, ale urządzenie kieszonkowe, w którym jest sporo wytrzymałościowych kompromisów.
Kilka słów na koniec
Multitoole z linii Mini Flagship to moje podstawowe EDC. Doczepiam je do kluczy i korzystam z nich i w domu, i poza nim. Czekają zawsze, gdy potrzebuję coś przeciąć, odciąć czy dokręcić, a jednocześnie nie widzę potrzeby, by grzebać w plecaku lub torbie za czymś cięższym. Trafiłem na nie przypadkiem, oglądając jakąś recenzję na YouTube, a teraz nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez poczucia spokoju, jaki mi dają. Jeżeli szukacie waszego pierwszego kieszonkowego multitoola albo po prostu lekkiego i poręcznego urządzenia, które bez trudu zmieści się w waszej kieszeni, to moim zdaniem Mini Flagship F12 od Nextool to naprawdę dobry wybór. Tym bardziej że jego cena nie powala, a regularne promocje, jakie można znaleźć na dużych internetowych platformach, sprawiają, że można go wyrwać w naprawdę dobrych pieniądzach. Czego i wam życzę.
Nextool Flagship Mini F12 to prywatny zakup autora.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.