Action pod domem – błogosławieństwo czy przekleństwo?
Po przeprowadzce kilka lat temu wylądowałam w miejscu, gdzie kawałek od domu mam Action. Wcześniej nie znałam tego sklepu, zatem ani się nie cieszyłam, ani nic. Ot sklep jak wiele innych. Do czasu, aż zaczęłam go odwiedzać.
Dla niezorientowanych – jest to sieć niespożywczych dyskontów (chociaż trochę słodyczy w ofercie ma), gdzie znajdziemy zarówno ubrania, narzędzia do domu (całkiem fajne), dekoracje i różnego typu akcesoria sezonowe. Sklep specjalizuje się w stosunkowo krótkich seriach – poza produktami basic, które mniej więcej są zawsze, duża część asortymentu pojawia się sezonowo, raz bądź kilka razy do roku, po czym znika.
Tak samo jest też z akcesoriami biwakowymi, które w tym sklepie można spotkać od początku wiosny.
Polubiliśmy się. Produkty mają całkiem fajne, jakość ok, reklamacje bezproblemowe, ceny są niezwykle atrakcyjne, tak więc regularnie tam bywam, by uzupełnić zapasy chociażby narzędzi ogrodowych. Podczas jednej z wizyt zauważyłam… wózek.
MÓJ. WYMARZONY. WÓZEK. TURYSTYCZNY.
W cenie znacznie niższej niż w nie do końca konkurencyjnej (bo bardziej specjalistycznej) sieci, gdzie je wcześniej oglądałam.
Marzenia się spełniają!
Dzwonię do zewnętrznego mózgu numer 1. Usłyszałam to samo, co wcześniej – „Po co ci?”, „Gdzie go schowasz?”. To samo mózg numer 2 i 3.
Jednak miłość była silniejsza. Po krótkim namyśle wróciłam do sklepu (z innym wózkiem transportowym, tym razem z Ikei, bo tego kartonu nijak w ręce bym nie złapała), upolowałam ostatnią sztukę i cała szczęśliwa wróciłam do domu.
Niestety, moje szczęście nie trwało długo – brakowało mu jednej nakrętki. Mogłam oddać, ale wiedząc, że to była ostatnia sztuka, uznałam, że dokupię kilka w pobliskim markecie budowlanym. Misja zakończona sukcesem, mam wózeczek!
Wózek Froyak – specyfikacja
To teraz kilka informacji technicznych.
Oficjalna nazwa to „Wózek składany Froyak”. Kupiłam go rok temu chyba za niecałe 180 zł i tyle też kosztował tej wiosny, gdy znowu pojawił się w ofercie.
- Deklarowany udźwig wynosi do 80 kg (z oczywistych względów nie sprawdzałam).
- Wymiary rozłożonego wózka to: 52 cm (szerokość) × 88 cm (długość) × 105 cm (wysokość mierzona z rozłożoną rączką).
- Wymiary wózka po złożeniu to: 52 cm (szerokość) × 20 cm (długość) × 76 cm (wysokość). Niestety po złożeniu wózek „nie potrafi” sam stać, potrzebuje być o coś oparty.
- Wymiary umieszczonej w środku torby to: 43 cm (szerokość) × 74 cm (długość) × 26 cm (wysokość)
- Sam wózek waży 8 kg.
- Koła są gumowane i mają 18 cm średnicy.
Wózek Froyak – pierwsze wrażenia
Pora zdjąć różowe okulary i przyjrzeć się rzeczywistości – to nie jest sprzęt najwyższej klasy. Nic dziwnego, niektóre modele dostępne w innych sklepach potrafią kosztować ponad dwukrotnie więcej. Tak więc coś za coś.
Jest to jednak stosunkowo prosta konstrukcja – metalowa rama, spawana, malowana, nitowana. Dodatkowe elementy są przykręcone na śruby z nakrętkami. Wózek ma cztery koła z grubą warstwą gumy z bieżnikiem, dwa pierwsze są skrętne. Są całkowicie demontowalne – można wykręcić, wyczyścić, nasmarować (po roku w piwnicy zaczęły mi lekko piszczeć). Ich mocowanie jest banalnie proste – metalowa śruba, nakrętka i tuleja w samym kole. Fabrycznie są nasmarowane (czymś, co bardzo ciężko się zmywa), zastosowano także klej do gwintów.
W środku znajduje się usztywniana, materiałowa torba, przypięta na rzepy, którą można bezproblemowo zdjąć. Z wypraniem gorzej – usztywnienie mogłoby umrzeć, a raczej nie jest wyjmowane (albo ja jeszcze tego nie odkryłam).
Rączka jest składana, z plastikowym zaczepem i końcówką. Na pierwszy rzut oka wydawała się być najsłabszym elementem konstrukcji, jednak nadal żyje, mimo że nie oszczędzałam wózeczka.
Po złożeniu wózka można spiąć rzepem dwie rączki znajdujące się na jego przodzie i tyle. Można też za ich pomocą wózek przenosić – nie jest to super wygodne, ale czasem się przydaje.
Do czego używam Froyaka?
Wózka używałam i używam w różnych miejscach. Wszędzie tam, gdzie trzeba przenieść coś ciężkiego bądź nieporęcznego. Bywał ze mną w sklepie, gdy musiałam kupić kilka worków z ziemią (nikt nie zwrócił na niego większej uwagi). Spaceruje ze mną po osiedlu, gdy jako słoik goszczę rodziców i trzeba przenieść graty z bagażnika. Przewoził kwiatki, których trochę za dużo kupiliśmy, oraz oczywiście – regularnie bywa w lesie. Dzięki niemu wygodnie transportujemy drewno na ognisko (tak, nosimy drewno do lasu, by nie zabierać jedzenia i materiałów budowlanych bobrom), wozi mi kajak nad pobliskie jezioro (dmuchany oczywiście, z plastikowym byłoby gorzej) oraz jeździ ze mną na stacjonarne biwaki, gdy nie chce mi się pakować rzeczy do plecaka.
Wszędzie tam sprawdzał i sprawdza się bardzo dobrze. Jest dość mocno skrętny, więc nawet wjazd do windy czy manewrowanie między półkami nie stanowi problemu. Jest bardzo pojemny, więc mieści naprawdę sporo gratów, no i co najważniejsze – nie trzeba tego wszystkiego nosić. Nocą po prostu zostawiamy go na zewnątrz, jeśli zapowiadane są opady, to przykrywamy go jakąś matą. Tak, pokrowiec by się przydał.
Trzeba jednak pamiętać, że gumowane kółka to nie pompowane opony, zatem słychać jak ciągnę go po kostce brukowej. Nie jest to jakiś bardzo głośny czy irytujący dźwięk, nie szukam w popłochu słuchawek, ale słychać, zwłaszcza nocą.
Na drogach leśnych sprawdza się bardzo dobrze, próbowaliśmy nawet ciągnąć go przez las i zwykle jest ok – oczywiście, dopóki nie pojawią się jakieś powalone drzewa czy połamane gałęzie po drodze.
Nie testowaliśmy go jeszcze na piasku ale – wszystko przed nim!
Myślę jeszcze, by na dłuższe spacery zrobić mu uprząż do plecaka czy na biodra – by nie musieć ciągnąć go ręką, gdyż mój nadgarstek nie przepada za tego typu pracą. Jeśli mi się uda, to nie omieszkam się pochwalić.
Nie może być tak pięknie, czyli minusy Froyaka
W ciągu roku użytkowania dostrzegłam kilka wad. Pierwsza pojawiła się już na samym początku – brakująca nakrętka. Trochę zaskakujące, że po prostu się odkręciła, mimo że zastosowano klej do gwintów, lecz kupiłam kilka, włożyłam do woreczka i jeżdżą jako zapasowe. Do tej pory żadna inna mi nie odpadła.
Jedno z przednich kółek, przy składaniu wózka, potrafiło mi haczyć o śrubę z tylnego koła. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tak się działo, drugie jest ok. Jednak było to na tyle irytujące, że przekręciłam śrubę odwrotnie (nakrętką na zewnątrz) i działa. Samo mocowanie przednich, skrętnych kółek jest trochę luźne i miałam wrażenie, że szybko umrze, jednak po roku absolutnie nic się z tym nie dzieje.
Podobna sytuacja jest z rączką, przy pierwszym użyciu miałam co do niej wątpliwości – trochę lata na boki, ten zatrzask jest bardzo ciasny, więc bałam się o złamanie – jednak po dziś dzień wszystko jest ok. Może „ten typ tak ma”.
Po roku niektóre kółka pod obciążeniem zaczęły mi piszczeć, jednak jest to zrozumiałe przez trzymanie go w piwnicy. Rozkręciłam, nasmarowałam, zobaczę, jaki efekt.
Mimo że wózek jest pomalowany można znaleźć kilka miejsc, gdzie przebija mi rdza – głównie w okolicy niektórych spawów oraz na niezabezpieczonych końcówkach ramy. Na razie w niczym to nie przeszkadza.
Wózek jest cały czarny i nie ma odblaskowych elementów, co bywa problematyczne, gdy prowadzimy go nocą drogą w lesie bądź zostawiamy między drzewami z ekwipunkiem „tylko na chwilę”, by znaleźć miejsce na obozowisko. Szukaliśmy go przez dobre 15-20 minut… Właśnie dlatego zamontowałam na nim odblaskowe opaski, dokupię też mu światełko rowerowe – by był jakkolwiek widoczny po zmroku.
Polecam też dokupić do niego gumowe liny / pasy z haczykami do przytrzymania zawartości. Brak amortyzacji oraz dziury na drodze mogą sprawić, że niechcący coś zgubimy. Niebieski na zdjęciach także kupiłam w Action za niecałe 5 zł.
Wnioski
Po dziś dzień moja miłość do wózeczka trwa w najlepsze. Nie żałowałam zakupu ani przez chwilę, nawet osoby, które mi wcześniej go odradzały (po co ci) same mówią: „ale weź wózeczek”. Drobne wady nijak nie przysłaniają jego zalet a za tę cenę – nie mogłam spodziewać się niczego lepszego.
Tekst nie jest współpracą reklamową. Test wózka Froyak powstał z inicjatywy autorki.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.