Icebug? Nie znam
Nim dostałem moje nowe zimowe buty, nigdy wcześniej nie słyszałem o firmie Icebug AB. Teraz wiem już, że to szwedzki producent obuwia założony ćwierć wieku temu jako rodzinna firma w Göteborgu. Początkowo ich celem była produkcja butów, które idealnie trzymają się na śniegu i lodzie. Rozpoczęli produkcję butów z podeszwami BUGrip, czyli takimi, w których stalowe kolce z końcówkami z węglika spiekanego dobrze trzymają się zlodowaciałego gruntu, a jednocześnie nie niszczą tak powierzchni, jak zwykłe raczki. Początkowo, jak sami twierdzą, nikt w nich nie wierzył, uznając wybraną przez nich niszę za zbyt małą, by przetrwać, jednakże przez ostatnie dwadzieścia pięć lat firma mocno się rozwinęła, dodając do swojego asortymentu cały szereg linii butów dla wielbicieli aktywności outdoorowych.
Dziś ich celem jest nie tylko sprzedaż bezpiecznych butów na zimę, ale także robienie ich w sposób zrównoważony dla środowiska – poprzez zarówno relatywnie ekologiczny proces produkcji, jak i same materiały wykorzystywane przy produkcji butów. Są też członkami FWF (Fair Wear Foundation), czyli organizacji, której celem jest poprawa warunków pracy w przemyśle odzieżowym…
…ale odbiegam od tematu.
Nieco technikaliów…
Icebug Alne to linia butów z cholewką typu mid (czyli za kostkę) przeznaczona do codziennego używania zimą. Nie są to stricte buty na trudne wyprawy w głuszę, ale raczej takie do dłuższych zimowych spacerów, codziennego użycia w mieście i tzw. „lekkiego trekkingu”. Buty z linii Alne dostępne są w dwóch wersjach: kolczastej BUGrip i NT (Nordic Traction).
Ostatnie półtora miesiąca (podczas których przeszedłem w nich, lekko licząc, około 400 kilometrów) miałem okazję testować właśnie wersję NT, czyli taką na grubych gumowych podeszwach o solidnym bieżniku, które mają za zadanie dobrze radzić sobie ze śnieżną breją, błotem i sypkim śniegiem.
Cholewki butów wykonane są z wytrzymałego materiału poliestrowego typu RipStop, który w całości pochodzi z recyklingu i jest certyfikowany przez szwajcarską organizację bluesign®, zajmującą się wyznaczaniem standardów dla przemysłu tekstylnego w zakresie minimalizacji jego negatywnego wpływu na środowisko. Zastosowany materiał jest w praktyce bardzo wytrzymały i odporny na warunki zewnętrzne. Po ponad 400 kilometrach w różnych warunkach nie widzę na nim absolutnie żadnych śladów zużycia.
Od środka, między warstwami, buty Icebug Alne mają membranę BUGdri (nie mylić z BUGrip), która zapewnia pełną wodoszczelność przy jednoczesnym pozostawieniu oddychalności dla stóp. Od wewnątrz natomiast znajdziemy w nich grubą warstwę solidnego polaru. Innymi słowy: w butach jest ciepło, a stopy nie przemakają nam mimo najgorszej „paciai”.
Buty, które testowałem, korzystają z podeszew typu NT, czyli jak już wspominałem – Nordic Traction. To niezwykle gruba warstwa gumy o agresywnym bieżniku. Doskonale nadaje się na ciapę, błoto i śnieg. Ma solidną przyczepność (ale nie idealną, o czym napiszę więcej w dalszej części tekstu) i sprawia, że chodzenie w Icebug Alne jest bardzo ciche i komfortowe. Dodatkowo grubość podeszwy sprawia, że zimno nie ma prawa przeniknąć do naszych stóp od spodu.
Ostatnim elementem konstrukcyjnym, o którym trzeba napisać, jest system zapinania butów (bo trudno tu użyć słowa „sznurowanie” czy „wiązanie”) – BOA® Fit System. Zamiast sznurówek czy systemu zaciągania linek, jak w noszonych przeze mnie wiosną i jesienią butach HAIX Black Eagle Adventure 3.0, w Icebug Alne znajdziemy system cieniutkich linek ze stali nierdzewnej, zaciąganych za pomocą pokrętła z mikroregulacją. System działa bardzo prosto – gdy wciśniemy pokrętło, możemy nim kręcić, zacieśniając linki i co za tym idzie – dopasowując buty. Gdy je podniesiemy, to linka natychmiast się luzuje i możemy zdjąć buty bezproblemowo. Całość działa bardzo wygodnie i intuicyjnie (jak już za pierwszym razem zorientujemy się, jak wszystko funkcjonuje). Dodatkowo bardzo wygodnie operuje się systemem BOA w grubych rękawicach, co okazało się bardzo przydatne podczas moich mroźnych peregrynacji.
… i nieco praktyki
Tegoroczna zima była doskonałym poligonem dla butów Icebug Alne NT. Praktycznie mogłem w nich chodzić cały czas od Wigilii i było w tym czasie zaledwie kilka dni, w trakcie których było na nie zbyt ciepło i przerzucałem się na „lżejsze”, nieco wspomniane wyżej Haixy.
Dla tych szwedzkich śniegowców była to doskonała okazja, by się wykazać, bo codziennie staram się przejść ciągiem 8 kilometrów, a niejednokrotnie, jak mam czas i siły, to zdarzało mi się w tym czasie przejść i 12 kilometrów. W końcu zima to tylko stan umysłu, a odpowiedni dobór ubrań dawał mi całkiem komfortową termikę.
Teren, który przemierzałem, był dla tych butów wręcz podręcznikowy – wędrowałem głównie po ulicach i chodnikach, ale także po bezdrożach na pograniczu Krakowa (Park Drwinki i okolice Baryczy oraz zróżnicowany teren zakopiańskiej Olczy).
Przez ten cały czas buty nosiło się wyśmienicie. Stopy (a warto tu wspomnieć, że mam płaskostopie) leżały w nich idealnie. Zawsze było mi też ciepło i nigdy – nawet w największe mrozy sięgające -20 stopni Celsjusza – nie musiałem zakładać do nich drugiej pary skarpet.
Zimno nie było mi też nigdy w trakcie stania – gruba gumowa podeszwa bardzo udanie chroniła mnie przed mrozem „idącym” od poziomu gleby. Jestem na ten rodzaj „ciągnięcia od ziemi” bardzo wyczulony, a stopy niejednokrotnie lodowacieją mi, nawet jeżeli w samym pomieszczeniu jest ponad 20 stopni. Tutaj miałem pełen komfort, nawet przy solidnym mrozie moje stopy nie czuły chłodu.
Niezmiernie przyjemne jest też wrażenie z noszenia samych butów – wyściółka z polaru i sama miękkość sprawiały, że przez większość czasu czułem się w nich jak w najwygodniejszych pantoflach (czy też, jak to mówią na dalekiej północy – „kapciach”). Wcześniej w swoim życiu miałem różne buty zimowe (a także chodziłem w takich „całorocznych”), ale nigdy nie było mi w nich tak przyjemnie, ciepło i wręcz domowo. Przez ten czas moje stopy spociły się raz – gdy spędziłem dłuższy czas w pubie, a na stopach jak ostatni pacan miałem jakieś tanie skarpety z marketu. Wtedy jeden jedyny raz Icebugi się poddały i przegrały walkę z narastającym ciepłem.
Jeżeli chodzi o ich przyczepność, to przez praktycznie cały czas dzielnie radziły sobie z tym, co się dzieje na polskich ulicach. Praktycznie nie ślizgałem się, a nawet oblodzenia chodnika były tylko umiarkowanie przerażające. Prawdziwa chwila próby nadeszła jakoś w drugiej połowie stycznia, gdy pojawiła się gołoledź. W tym czasie pozbawionej brokatu rewii na lodzie połączonej z mistrzostwami świata w upadaniu figurowym, niestety Icebug Alne w wersji NT poddały się naturze i ślizgały jak wszystkie inne buty, mniej lub bardziej zimowe. Choć tylko raz przegrałem boleśnie walkę z grawitacją, to przez te kilka dni szklanki plułem sobie niejednokrotnie w moją dość bujną brodę, że nie wybrałem do testów BUGripów, a bezkolcowe eNTeki.
Icebug Alne to, jak już wspominałem, buty całkiem wytrzymałe i łatwe w czyszczeniu. Po 400 kilometrach nie widzę ani na zewnątrz, ani wewnątrz żadnych śladów zużycia. Bez problemu da się z nich zrzucić śnieg i nawet gdy wracałem z dziesięciokilometrowego ruckingu w butach oblepionych błotnistą breją, wystarczyła wilgotna szmatka, by doprowadzić je do czystości.
Na koniec zostawiłem sobie system zamykania BOA®. Buty z pokrętłem na pierwszy rzut oka wyglądają dziwnie i wierzcie mi, niejednokrotnie wzbudzały one uśmiech politowania u ludzi, przy których je zakładałem, a potem zakręcałem linki z głośnym klikaniem. Od niektórych złośliwców usłyszałem nawet, że się uwsteczniam, bo nawet sześciolatki radzą sobie z wiązaniem butów. Jednakże moim zdaniem system BOA® sprawdza się w zimowych butach wręcz idealnie. Buty „zakręca” się bardzo wygodnie zarówno w cienkich, jak i w naprawdę grubych rękawicach. Dodatkowo nigdy nie ma problemu z dociągnięciem ich w trakcie samego spaceru, gdy stopa lepiej wyrówna się w bucie. Początkowo miałem obawy, czy mocnym dokręcaniem nie zerwę linek mocujących, bo wydają się one zrobione z plastiku. Dopiero potem doczytałem, że są one ze stali, a tworzywo je pokrywające ma redukować tarcie i chronić metalowe linki przed brudem. O ile zapinanie w systemie BOA jest prima sort, to luzowanie zapięcia potrafi być irytujące. Ze względu na konstrukcję trudno jest lekko je poluzować i trzeba system otworzyć (luzując całość), a następnie dokręcić nieco słabiej. Początkowo może to sprawiać pewne problemy, ale w sumie można się do tego bez problemu przyzwyczaić.
Icebug Alne NT – kilka słów na koniec
Icebug Alne NT to naprawdę solidne buty, które nosi się bez dwóch zdań naprawdę wygodnie. Mimo że wersja Nordic Traction poddaje się przy gołoledzi, to poza tym sprawiły się absolutnie bez zarzutu, niezależnie czy wydreptywałem w nich kolejne kilometry po chodniku, asfalcie, kamieniach czy parkowych bezdrożach. Zawsze było mi w nich ciepło, co przy tegorocznej, mocniejszej niż przez ostatnie lata, zimie było naprawdę ważne. Dzięki nim moje codzienne długie spacery i trenowany rucking nie były niepotrzebnym problemem, a naprawdę dużą przyjemnością. Jestem „stopowym zmarzluchem” i po raz pierwszy od bardzo dawna zima była dla mnie czasem, w którym nie bałem się ruszać w trasę z obawy o wymrożenie palców. Chciałbym kiedyś spróbować Icebug Alne w wersji BUGrip, choć przy moich codziennych spacerach można to uznać za overkill. Z czystym sumieniem mogę polecić linię Alne w wersji NT każdemu, kto chce mieć zimą pełen komfort zarówno na spacerach, jak i podczas stania na przystankach. Do zobaczenia w trasie!
Zdjęcia: własne
Dystrybutorem produktów Icebug w Polsce jest firma Cragsport, któremu dziękujemy za przekazanie produktów do recenzji.
Materiał jest pisany niezależnie i jest wyłącznie opinią autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść materiału.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.