Jak zdradziłem starą przyjaciółkę, czyli wstęp
Zdjęcia na których nie ma żadnej kurtki, prezentują – jako tako – warunkach w jakich nosiłem i sprawdzałem Yukon’a. / Zdjęcia (o ile nie wskazano inaczej): Tomasz Świątkowski, Elventure
Przez ostatnich kilka lat, u mnie w domu symbolem nadejścia zimy było pojawienie się na wieszaku w przedpokoju kurtki M65. Pochwalę się, że mam dwie. „Starożytną”, kontraktową i nowszą, notabene od Helikona. Ta kurtka jest tak popularna, że doczekała się wielu różnych „wydań” od różnych producentów i jestem pewien, że wielu Czytelników i wiele Czytelniczek doskonale ją zna. Od lat uważałem tę kurtkę za najlepszy wybór na zimę, szczególnie że podpinki można nie używać, jeśli nie jest potrzebna. Wybierając się w teren zakładałem starą, zieloną, do miasta tę nowszą, czarną i byłem w pełni zadowolony. No dobra, prawie w pełni, bo zawsze coś mi nie pasowało w układzie i sposobie zapinania kieszeni. Dodajmy, że nigdy nie lubiłem kurtek puchowych. Zawsze miałem z nimi złe skojarzenia i wrażenie, że nadają się wyłącznie do „sterylnych” warunków miasta. Dlatego z dużą dozą sceptycyzmu przyjąłem wiadomość, że miałbym testować kurtkę zimową.
W grudniowy, mroźny, ale ciepły dzień (mam nadzieję, że wszyscy rozumieją), na przechadzce ze starą przyjaciółką… / Zdjęcie: Ewa Świątkowska
Cóż, jeśli się nie próbuje nowych rzeczy, to ogranicza się własne horyzonty, więc wziąłem Yukona do testów. I co? I nie żałuję ani troszeczkę. Tegoroczna zima popisała się nieco lepiej niż zeszłoroczna, w czasie największej – jak dotąd – fali styczniowych mrozów miałem okazję być w naprawdę chłodnej okolicy (Góry Świętokrzyskie, kielecczyzna, a wiadomo jak tam wieje) i jak na razie, jestem bardzo zadowolony z Winter Yukona. Tak bardzo, że stara dobra M65 wisi nadal w tym samym miejscu, prawie w tym roku nie tknięta. Przepraszam, stara przyjaciółko, nie zepsułaś się może, ale i tak trafił mi się lepszy model…
Na wszelki wypadek, tak samo jak we wszystkich moich recenzjach ciepłych ubrań: uprzedzam Czytelników, a szczególnie Czytelniczki, że jestem uważany za odpornego na zimno. Zakresy temperatur w których odczuwam komfort, mogą być zatem mylące dla zmarzlu… Stworzeń Ciepłolubnych. Chcę też zaznaczyć, że ten materiał nie jest pełnoprawną recenzją w znaczeniu tego, jak zwykliśmy do recenzji podchodzić w Redakcji. Powodem tego jest relatywnie krótki czas testów. Piszę o pierwszych wrażeniach „na gorąco”, bo jest zimno. Nie miałem jeszcze okazji w pełni wypróbować wszystkich funkcjonalności Yukona, ale sprawdziłem te główne, najważniejsze i po prostu uważam, że warto. O reszcie napiszę kiedy indziej, a kiedy, to będzie zależało przede wszystkim od pogody. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajdzie się poniżej.
Początek stycznia w dużym mieście…
Helikon-Tex Winter Yukon, czyli trzecia instancja
Muszę przyznać, że to zaczyna się robić zabawne… A może producenci i projektanci do tego właśnie dążyli? Siadając do pisania tego materiału zorientowałem się, że to już trzeci kolejny o całkiem podobnej tematyce, tylko produkt się zmienia wraz z temperaturami w których działam. Producent pozostaje ten sam. Najpierw był Warden, którego sprawdzałem głównie wczesną wiosną i głęboką jesienią. Potem zrobił się grudzień, przyszły pierwsze mrozy, a z nimi czas na Gunfightr’a. W końcu nadszedł też styczeń, z nim mrozy „jak należy” i przyszedł czas, żeby realnie sprawdzić Winter Yukona. Zaczynałem już w grudniu, skrzętnie korzystając z każdego chłodniejszego wieczoru, ale miałem wrażenie, że to jeszcze nie to, że noszę kurtkę, ale nie sprawdzam jej realnie.
Czytaj także:
W styczniowy, mroźny i wilgotny dzień… Tak, trzeba mieć trochę nie po kolei w głowie, żeby zimą wybierać się w teren wyłącznie w celu zaparzenia sobie herbaty ze śniegu… Cóż, nigdy nie twierdziłem, że jestem normalny…
Kiedy i jak?
No dobra, kiedy, to co do dnia nie zaraportuję, nie pamiętam. W każdym razie grudzień 2025 i styczeń 2026. Ale jak i w jakich okolicznościach pogodowych sprawdzałem moją nową kurtkę, będę w stanie opisać. W kwestii ubrania które ma chronić przed silniejszym mrozem to na tyle ważna kwestia, że warunki monitorowałem dokładnie i warto je precyzyjnie opisać. W końcu tu chodzi o zdrowie, a jeśli ktoś się wybiera na dalszą wędrówkę, to i życie. Minus 3, do minus 16 stopni Celsjusza. W takich temperaturach fizycznych w niej chodziłem. Zupełnym przypadkiem trafiło się też plus 2. Jeśli chodzi o temperaturę odczuwalną, to zapewne nawet poniżej minus 20, kiedy nocą poszedłem na spacer pomiędzy rzeką a stawami, a aplikacja pogodowa pokazywała minus 16 stopni. Do tego dość gruba okrywa śnieżna. W każdym razie, zima jak należy, a nie udawana. Niestety, będziecie musieli mi uwierzyć na słowo, bo pilot do robienia zdjęć mi zamarzł i ostatecznie odmówił funkcjonowania, więc nie miałem jak użyć ani statywu ani „patyka do selfie”, a było zbyt zimno, żeby się bawić z samowyzwalaczem. Wymagałoby to wielokrotnego zdejmowania rękawic.
Na prawo rzeczka, na lewo stawy… Tylko że kilka dni później, przy znacznie wyższej temperaturze
Dwukrotnie była jeszcze gęsta mgła (temperatura rzędu -5, -4 stopnie), a nawet jeśli nie, wilgotność powietrza dochodziła czasem do 90%. Wszyscy chyba wiemy, jak to wpływa na odczuwalną temperaturę. Jeśli chodzi o sprawdzanie ochrony przed wiatrem, zastosowałem swój nowy sposób: przy temperaturze minus 6 stopni i wilgotności powietrza 86% wsiadłem na rower i pojechałem na wały nad rzeką, konkretnie Wisłą. Wiało wcale nie gorzej, niż na kielecczyźnie. A warunki terenowe? Było to albo poważne miasto, albo prowincjonalne miasteczko na „wygwizdowie” w całkiem wietrznej kotlinie, szczere pola z kilkukilometrową przestrzenią z każdej strony lub średnio gęsty las. No i dolina Wisły oraz dolinka dużo mniejszej rzeczki. Pod kurtką nosiłem flanelową koszulę, drugą z materiału o charakterystyce cieniutkiego polaru, oraz – przy najniższych temperaturach – lekką bluzę polarową, przeznaczoną na temperatury +5 stopni Celsjusza lub więcej.
Winter Yukon – kieszenie i zapięcia
Kiedy dostaję nową kurtkę, od razu interesuję się kwestią kieszeni. Z pewnym uznaniem stwierdzam, że projektanci Helikona tutaj się postarali. Jest ich w sumie 8 i wszystkie są łatwo dostępne. W tym przypadku, nawet ta niewielka kieszonka na rękawie – niemal cecha wyróżniająca marki – jest w pełni funkcjonalna i nie ma problemu z jej otwieraniem i zamykaniem. Kwestia odpowiednio szerokiego zamka i pewnego luzu na relatywnie sztywnej tkaninie.
Kieszonka na rękawie z obowiązkowym dla marki panelem rzepa
Dwie kieszenie na piersiach, to niemal osobny rozdział historii. Tutaj projektanci się postarali o jak najwięcej możliwości użytkowania. Po pierwsze, kryją w sobie płaskie, siateczkowe organizery na drobiazgi. To na pewno przydatny element. Nie sprawdziłem dotąd, czy do czegoś mogą się przydać pętelki paracordu, przeznaczone do przytraczania drobiazgów. Dwie są wszyte wewnątrz kieszeni, dwie na zewnątrz, przy dolnych szwach. Zdają się być dość mocne, wszyte porządnie jak na tak drobne elementy. Producent opisuje je jako odpowiednie do noszenia na przykład kompasu. Bez praktycznego sprawdzenia, ale myślę że ten pomysł może być naprawdę całkiem dobry. Z pewnością ułatwi nie-gubienie drobiazgów w terenie.
Dwie kieszenie na piersi
W dwóch kieszeniach na wysokości biodra, trafiamy na niespodziankę: z jednej strony (dlaczego nie z obu?), podszyte są miłą w dotyku dzianiną. Producent określa je mianem „kieszeni do ogrzewania rąk”. Nie wiem na ile to odmienne wyłożenie fizycznie się sprawdza pod względem „grzewczym”, czy realnie sprawia to jakąś różnicę w stosunku do „normalnych” kieszeni, ale na pewno jest przyjemne sensorycznie, a to plus. Daje przynajmniej wrażenie ciepła, miejmy nadzieję że nie złudne.
Zaglądamy do wnętrza kurtki. Tu znajdujemy zapinaną na zamek kieszeń pod połą po lewej stronie, na piersi. Taka typowa wewnętrzna kieszeń na portfel, dokumenty, itp. Do tego jeszcze dwie siateczkowe na rogach poły, przewidziane na czapkę, rękawiczki i inne akcesoria. Ja ich prawdę mówiąc nie używam. Brakuje mi trochę kieszeni na plecach, którą ma Gunfighter, ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
Kurtkę bardzo łatwo i szybko się zapina grubym, lekko chodzącym zamkiem głównym. Oczywiście, jak to u Helikona – jest to dwukierunkowy produkt YKK. Na listwie pod zamkiem znajdziemy jeszcze u dołu zatrzask. U szczytu zamek ma zabezpieczenie w postaci kapturka materiału, chroniącego twarz przed przycinaniem. Jest to szczególnie potrzebne, ponieważ kołnierz kurtki jest bardzo wysoki, daje możliwość zapięcia się aż po nos. Do kwestii zapięć należy dodać jeszcze możliwość regulacji mankietów i ściągacz u dołu z dwiema gumkami wewnątrz poły. Razem z kołnierzem, daje to wszystko możliwość „uszczelnienia się” przed wiatrem i chłodem.
Segregator wewnątrz kieszeni
A jeżeli zrobi się za gorąco, kolejne dwa zamki zapinają „wywietrzniki” pod pachami kurtki. Naprawdę długie wywietrzniki, prawie dwa razy większe niż w kurtce Gunfighter. Na szczęście podszyte gęstą siateczką.
Funkcjonalność kurtki Yukon
Kwestią, którą zauważyłem natychmiast po wzięciu kurtki do ręki, jest jej masa. Producent podaje 1 200 gramów, moja waga pokazuje tyle samo. Uwierzcie mi, nie czuć tego. Moja „Helikonowa” M65 waży bez podpinki 1 500 gramów. Yukon po prostu robi wrażenie kurtki super lekkiej. Aż mnie to zaskoczyło, w pierwszej chwili zacząłem się zastanawiać, czy się w ogóle sprawdzi. Przywykłem do tego, że zimowe ubrania swoje ważą. Te 300 gramów o dziwo robi różnicę w noszeniu i swobodzie ruchów.
Pętelka paracordo-podobnej taśmy wszyta pod kieszenią
Skoro o swobodzie ruchów mówimy… Kurtkę uważam za naprawdę obszerną, przynajmniej w moim rozmiarze. To jest bardzo dobra wiadomość. Po pierwsze, zatrzymuje przy ciele sporo powietrza, które nagrzewa się przy ruchu. Działa to dokładnie na tej samej zasadzie co śpiwór, którym lepiej mieć nieco większy, niż mniejszy. Po drugie, mnie nie udało się jak na razie założyć pod Yukona na tyle dużo bluz i swetrów, żeby mnie „usztywniło”, żeby całkiem tę przestrzeń wypełnić. Czyli bez trudu można się ubierać „na cebulkę”.
Na osobną wzmiankę zasługuje kaptur. Otóż, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, nastąpiła wiekopomna chwila: znalazłem kaptur, z którym jest mi po drodze, taki, który rzeczywiście noszę. Używam, a nie zastanawiam się, jak by go tu z kurtki wypiąć. Zresztą, nawet gdybym chciał go wypiąć, nie mogę, gdyż jest wszyty na stałe. Jest uszyty „na wyrost”, to znaczy ze sporej ilości materiału, dzięki czemu jest duży, obszerny i można go regulować w trzech kierunkach. Oczywiście – jak to u sami wiecie kogo – ma daszek. Dopasować można zarówno poły (przód) kaptura, jak i jego obwód, oraz wysokość daszka. Po dociągnięciu obwodu, przytula się do głowy grzejąc uszy. A jeśli go nie ściągać, można pod niego założyć zapewne ze trzy czapki. Na pewno bez trudu obejmuje pałąkowe słuchawki, o czym się kilkukrotnie przekonałem. Tak samo jak o tym, że prawie sam wjeżdża na głowę, kiedy się zapnie kołnierz do samej góry. Daje to wrażenie jakiegoś dziwnego wału na karku, do czego z jednej strony trzeba się przyzwyczaić, z drugiej natomiast dodatkowo osłania przed wiatrem. Zimą to akurat uznam za plus.
Elementem, którego jak dotąd nie widziałem na żadnej innej kurtce, są taśmy à la PALS z boku, tuż przy dolnej krawędzi. Po każdej stronie dostajemy po 4 komórki, czyli ilość odpowiednią do przytroczenia średniej wielkości kieszeni zewnętrznej. Taśmy są ładnie obszyte tą samą tkaniną, z której wykonano samą kurtkę. Początkowo myślałem, że to idiotyczny pomysł, bo cokolwiek przyczepię. będzie się poruszało, „telepało” i przeszkadzało w chodzeniu. Z przyjemnością informuję, że się myliłem. Jak dotąd nie próbowałem nosić w tym miejscu niczego podłużnego, co by zwisało wzdłuż nogi (np. pokrowca na bidon), ale niewielka nerka, ważąca 315 gramów z wypełnieniem, nie sprawia żadnych problemów. Będę sprawdzał, jaki ciężar można tak przytroczyć, zanim zacznie ściągać kurtkę z jednego ramienia.
Moja droga wiodła w tę wąską ścieżkę w lewo…
Technogadka
Redaktor z jednej strony zgadza się, że odległość do strony producenta wynosi dwa kliknięcia – może nawet jedno, w ten link – ale i tak chce, żebym to napisał. No dobra, napiszę.
Regulacja wysunięcia daszka kaptura. U dołu widoczna pętelka ściągacza
Głównym materiałem z którego wykonano Yukona jest DuraCanvas. Jest to połączenie poliestru, bawełny i elastanu w proporcjach 65-33-2%. W zamyśle ma to dawać dobry balans pomiędzy ciężarem tkaniny, a jej odpornością i elastycznością. Producent podkreśla, że kurtkę można nawoskować. Jeszcze nie próbowałem, ale z całą pewnością bardzo to pomoże w kwestii odporności na wilgoć i deszcz. Ocieplenie kurtki zapewnia Climasheild Apex o gramaturze 67 g/m2. Tej samej używa wielu producentów śpiworów czy podpinek hamakowych, tym samym materiałem wypełniany jest Swagman, więc możemy powiedzieć, że sięgając po Yukona, zakładamy kurtkę ze śpiwora.
Czytaj także:
Wrażenia
No dobra, powyżej napisałem w jakich warunkach kurtkę sprawdzałem, potem z czego się składa, przychodzi czas na opis jej użyteczności. Producent podaje, że jest to kurtka w linii Bushcraft, zaprojektowana tak, żeby się sprawdzała w zimowym biwakowaniu, ale nadająca się też do miasta. Cóż, tego biwakowania jeszcze nie sprawdzałem i muszę przyznać, że jestem nieco sceptyczny, ale to głównie przez moją termogenezę. Jestem po prostu przekonany, że przy każdym obozowym zajęciu bardziej wymagającym niż wbijanie śledzi w ziemię albo zbieranie drewna na opał, zrobiłoby mi się w niej bardzo szybko bardzo gorąco. A tego w terenie zimą nie chcemy.
Kurtka w pełnej krasie, z całkowicie zapiętym kapturem. Jak widać, osłania twarz aż po nos
Natomiast podczas włóczenia się, jak na razie Yukon sprawdził się wspaniale. Tak, świadomie użyłem tego słowa: wspaniale. Zabrałem go zarówno na dłuższy spacer terenowy, jak i do miasta oraz na rower. Stwierdzam, że chroni przed wiatrem, grzeje jak należy i – co dla mnie bardzo istotne – daje się łatwo regulować temperaturę wewnątrz kurtki. Przy temperaturze fizycznej -16 stopni w bardzo wilgotnym miejscu, miałem na sobie lekki polar (Solognac 500), zwyczajny, bawełniany T-shirt i pod Yukonem było mi przyjemnie cieplutko. Temperatura odczuwalna musiała być znacząco niższa. Kiedy wsiadłem na rower i ruszyłem wałem wzdłuż rzeki, nie miałem na sobie nawet bluzy termicznej. Oddech natychmiast zamarzał na wąsach, a mnie było ciepło, wiatr nie przedostał się przez kurtkę.
Opisane powyżej możliwości „uszczelnienia się” rzeczywiście dobrze działają. Dość gęste opady śniegu, „wspomagane” celowym zrzucaniem na siebie okiści z mijanych drzew, nie zdołały kurtki przemoczyć, pomimo że cały obsypany wszedłem do ogrzewanych pomieszczeń. Pewnym kłopotem może być kompatybilność kurtki z grubszymi, wysokimi kominami na szyję. Jeżeli komuś zależy na osłonięciu twarzy, chyba lepsza byłaby kominiarka. Producent podaje, że Yukon przeznaczony jest na temperatury między minus 16 a minus 25 stopni. Wierzę w to i mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję sprawdzić tę kurtkę w niższych niż dotąd temperaturach.
Jeśli ktoś nie wie, to taka szadź na wszystkim powstaje, kiedy przymarznie mgła. Jest wtedy pięknie i przenikliwie zimno.
Jeśli chodzi o miasto, to jak najbardziej, wszystko w porządku. Kurtka jest na tyle prosta w kroju, że nie wyglądamy, jakbyśmy się wyłonili z buszu. Mnie by to nie przeszkadzało, ale są tacy, dla których to ważne. Natomiast przestrzegam: gdziekolwiek się wejdzie z Yukonie, jeśli jest tam ogrzewanie, trzeba go szybko rozpinać a po chwili zdejmować.
Zobaczywszy ten zimowy widok, miałem lekkie wrażenie przeniesienia się w czasie…
Nawet kilka minut w kolejce w sklepie może sprawić, że zrobi się duszno i gorąco. Cóż, taka uroda Climashield’a. Dokładnie to samo miałem wcześniej z kurtką Gunfighter, ale w przypadku Yukona to nadmierne nagrzewanie się następuje jeszcze szybciej. Oczywiście dokładnie ten sam problem pojawił się, kiedy dość niespodziewanie temperatura podniosła się z minus 8 do plus 2 stopni Celsjusza. Żeby się „nie ugotować”, musiałem rozpiąć kurtkę i otworzyć oba wywietrzniki pod pachami. Dobrze, że miałem na sobie grubą koszulę, która osłoniła mnie od wiatru.
Poła kurtki otwarta od dołu. Widać dwie kieszenie wewnętrzne: zapinaną na zamek u góry i siateczkową u dołu. Przy kieszenie siateczkowej, widoczna pętla ściągacza dolnego, tym razem całkowicie rozluźniona
Na zakończenie, każdemu kto może mieć wątpliwości, odpowiadam: oczywiście, że temperatura pod kurtką zależy od poziomu aktywności. Możemy to wykorzystać na swoją korzyść. Jeśli jesteśmy zmarznięci, w Yukonie – wypełnionym „śpiworową” ociepliną – wystarczy się chwilkę poruszać, żeby ciało wyemitowało trochę więcej ciepła. Kurtka „złapie” to ciepło i zatrzyma przy ciele, nie wypuszczając go na zewnątrz. Działa to dokładnie tak samo, jak wsunięcie butelki z gorącą wodą do śpiwora.
Winter Yukon zwinięty i przytroczony do plecaka o pojemności 30 litrów, w tym przypadku Wisport Sparrow. Jak widać, da się go ze sobą zabrać na wszelki wypadek. Przy zimowych wycieczkach w góry, może to mieć duży sens
Zakończenie
Jeszcze jeden zimowy widoczek
Na tym kończę najprędzej chyba w życiu napisaną, wstępną prawie-że-recenzję kurtki. Jeśli tylko będę miał po temu okazję (czyli jeśli będą odpowiednie temperatury a ja będę miał czas na wypad w teren), będę ją testował dalej.
Niewielka nerka (ok. 16×12 cm), przyczepiona do taśmy bocznej Yukona
Na razie, po prostu w roli kurtki na mroźne wyjścia i wycieczki, Winter Yukon sprawdził się bardzo dobrze, z czystym sumieniem mogę go polecić. Myślę, że nawet moja wybitnie ciepłolubna Pani Małżonka – która latem używa polar i Swagmana! – byłaby zadowolona. Mam nadzieję, że będę miał okazję napisać jeszcze jeden materiał na temat Yukona, ale niestety, zależy to głównie od pogody.
Dziękujemy Helikon-Tex za udostępnienie kurtki Winter Yukon do testów.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.