Wstęp
Warto zwrócić uwagę na pewien mało znany szczegół: wzrok dostarcza nam ponad 80% informacji, jakich używa nasz mózg, żeby odnaleźć się w przestrzeni i czasie, dać nam orientację w tym, co i gdzie nas otacza. Jeśli mi nie wierzycie, to wykonajcie prosty eksperyment: wystarczy stanąć na jednej nodze, złapać równowagę, a zaraz potem zamknąć oczy i można liczyć sekundy, kiedy się ową równowagę straci. A przecież odpowiada za nią przede wszystkim błędnik, czyli część ucha wewnętrznego. Albo zamknijcie oczy i spróbujcie na ślepo przejść przez własny dom czy też mieszkanie, które przecież tak dobrze znacie… Uprzedzam: taki eksperyment może się skończyć wypadkiem! Odblask światła w nieodpowiednim momencie był już przyczyną wielu kolizji samochodowych, a przeoczenie jakiejś nierówności gruntu przyczyną złamania ręki czy nogi. Czy muszę wymieniać dalej oczywiste przykłady potwierdzające ważność wzroku? Właśnie z tej przyczyny zarówno w mieście, jak i w terenie chcę, żeby coś osłaniało moje oczy nie tylko przed promieniami słońca.
Helikon TrinRay Basic: podstawowe informacje
Produkt ten to oczywiście ciemne okulary, które zdają się spełniać – przynajmniej na razie – moje oczekiwania. Oczywiście nie są to okulary ochronne do pracy, spawaczowi nie polecę, ale szlifierką kątową się w nich bawiłem i nie miałem powodów do narzekań. Jak to okulary mają ze zwyczaju (najczęściej), składają się z zauszników, oprawek i szkieł. W komplecie jest też sztywne etui, woreczek ochronny i pasek do okularów, który bardzo szybko – z własnej winy – zgubiłem, zatem nie zamieszczam jego zdjęć. Zauszniki i oprawki wykonano z poliamidu, tak zwane noski z termoplastycznego plastiku, natomiast soczewki (szkła) z poliwęglanu. Cały zestaw (według producenta) waży 105 gramów a same okulary 30 gramów. Moja waga to potwierdziła. Dostępne są dwie wersje kolorystyczne, których – ze względu na słabą znajomość nazw kolorów – wolę nie opisywać. Po prostu poniżej zamieszczam zdjęcia od producenta. Ja używam wersji Smoked. Na temat ich estetyki nie będę się szerzej wypowiadał, bo to kwestia gustu. Mnie pasuje jako w miarę uniwersalna, nie agresywna, komponująca się z różnymi stylami ubioru.
Trochę technogadki
Klasa ochrony przez światłem różni się nieco w zależności od koloru soczewki, zatem nie będę się tutaj nad tą kwestią rozwodził. Warto natomiast powiedzieć, że na jednej z soczewek, tuż poniżej oprawki, znajduje się seria oznaczeń. Laikowi nic nie mówią, zatem jeśli chcecie dobrze się zorientować co te okulary właściwie potrafią, warto zajrzeć do instrukcji użytkowania, oczywiście dostępnej na stronie producenta, przy opisie produktu. Tam te wszystkie tajemnicze literki i cyferki są rozszyfrowane. Bez wdawania się w szczegóły mogę powiedzieć że moje okulary mają naprawdę mocny filtr UV 400 kategorii 3 (przynajmniej tak twierdzi producent, niestety nie posiadam specjalistycznych urządzeń pomiarowych, żeby to sprawdzić, nominalnie mają całkowicie chronić oczy przed promieniowaniem UVA oraz UVB i przepuszczać 8-18% światła, czyli są mocno przyciemnione). Opisane są także jako spełniające naprawdę wysokie standardy ochrony mechanicznej, konkretnie amerykańską normę Z87.1+ (lub ANSI Z87+). Powinny zatem nadawać się na strzelnicę, uchronić oczy przed naprawdę szybko poruszającymi się, twardymi odpryskami, a przy tym raczej nie ulegać zarysowaniom. Pod względem ochrony oczu – zarówno mechanicznej, jak i przed naświetleniem – spełniają normy przemysłowe i tylko wyraziste przyciemnienie sprawia, że nie używałbym ich w warsztacie. Po prostu wolę wyraźnie widzieć to, nad czym pracuję. A może to tylko kwestia odpowiedniego oświetlenia…
Producent podkreśla pewne techniczne cechy produktu, takie jak hydro- i oleofobowa powłoka na soczewkach, odporność na zadrapania, uderzenia i zamglenie i łatwość otwierania.
Dodatki
Zacznę od tyłu. Po pierwsze – jak już mówiłem – pasek bardzo szybko zgubiłem. Cóż, głupi ja. Zdążyłem tylko się zorientować, że niełatwo jest go nałożyć na końcówki zauszników (co jest dobrą wiadomością) i realnie dobrze trzyma okulary na twarzy. Jest regulowany stoperem, więc łatwo go dopasować do siebie. Spróbowałem wykonać kilka przewrotów i okulary zostały tam, gdzie miały być, więc jest dobrze.
Sztywne etui mnie się właściwie nie przydaje. Jest wyłożone miękką tkaniną, żeby nie rysować oprawek ani soczewek, więc mogłoby być praktyczne, ale na mój gust ma po prostu za duży rozmiar. Nie chce mi się mieścić wygodnie w żadnym na co dzień użytkowanym bagażu. Po prostu stoi na półce i robi za pojemnik na okulary oraz pokrowiec. Może gdyby oprócz pętelki do transportu miało jeszcze możliwość przytroczenia tylną ścianką do pasa czy paska, byłoby lepiej. To oczywiście zupełnie subiektywna opinia.
Wspomniany pokrowiec to całkiem przydatna rzecz. Pomysł, żeby zrobić go z materiału dobrego do przecierania soczewek, uważam za szczególnie dobry. Czasami zastanawianie się, w co by tu przetrzeć okulary, jest denerwujące, rozpraszające. W ten sposób mam dwa w jednym. No i zawsze nieco zabezpiecza okulary, kiedy wrzucam je do bagażu.
Helikon TrinRay: użytkowanie
Jak wspomniałem, najmniej używałem tych okularów jako warsztatowych, właściwie wyłącznie sporadycznie przy jakimś cięciu drewna na działce. Nie zdarzyło mi się być w nich na strzelnicy. Natomiast używałem ich zarówno w mieście, jak i w terenie, pieszo i na rowerze – i muszę przyznać, że spełniły swoje zadanie.
Po pierwsze, są wygodne. Zauszniki są na tyle elastyczne że nie ściskają głowy, łatwo wsuwają się pod czapeczkę. Dopiero dociśnięte słuchawkami potrafią dać się we znaki, ale też nie od razu. Dopóki nie miałem wilgotnej od potu twarzy (tak bywa, kiedy podczas upałów próbuje się bić własne rekordy prędkości na rowerze), nie zauważyłem, żeby mi się zsuwały z twarzy, czyli noski dobrze trzymają okulary na nosie. I co istotne, nie gniotą. Okulary dobrze też trzymają się na głowie, co ma szczególne znaczenie podczas aktywności.
Bardzo mi odpowiada kształt soczewek. Parokrotnie zdarzyło mi się używać okularów krótszych w linii poziomej, co sprawiało kłopot podczas jazdy na rowerze. Lekko wydłużona soczewka dobrze chroni kąciki oczu podczas szybkiej jazdy, co dla mnie na duże znaczenie. Lubię się rozpędzić, a wtedy ciąg powietrza potrafi spowodować łzawienie oczu i pogarsza się widoczność.
Muszę też przyznać, że nawet w najbardziej słoneczne dni TrinRay nie zawiodły mnie pod względem przyciemnienia. Oczywiście nie nadają się, żeby patrzeć prosto w słońce, ale też nie do tego zostały stworzone. Filtr kategorii 3 oznacza okulary do codziennego, bieżącego użytku i rzeczywiście się sprawdzają. Znowu, ważny tu jest kształt szkiełek, które z kolei w linii pionowej obejmują praktycznie cały oczodół. Dzięki temu nie ma problemu z nagłymi odblaskami z dołu, co potrafi być szczególnie kłopotliwe na śniegu lub nad wodą. Komu zajączki puszczane w oczy przez fale zmęczyły oczy na kajaku, ten wie, co mam na myśli. Pozostając przy kształcie soczewek, chcę dodać, że zamykając oczodół, zapewniają one również znaczną ochronę przed pyłem i kurzem, co ma niebagatelne znaczenie przy szybkim poruszaniu się.
Praw fizyki pan nie zmienisz...
W końcu kwestia ochrony mechanicznej i odporności okularów na wypadki. No cóż, tu mogę przywołać trzy kwestie. Po pierwsze, cięcie drewna piłą tarczową, a potem modelowanie go szlifierką kątową, tak zwanym flexem. Przy tych pracach bardzo często mruży się oczy, co może prowadzić do wypadków, dlatego okulary są bardzo potrzebne. I Helikon TrinRay sprawdziły się. Latające wokół opiłki i drzazgi zostały skutecznie odbite. Kwestia druga może wydawać się śmieszna: owady podczas jazdy na rowerze czy motocyklu. Śmiejcie się, śmiejcie… Do czasu, kiedy przy prędkości 30km/h uderzy Was w oko przelatująca mucha albo osa. Kiedyś z tego powodu prawie spadłem z roweru, z trudem tylko zdołałem go położyć i osiąść na biodro zamiast zlecieć na łeb, na szyję. Od tamtej pory chcę, żeby ciemne okulary chroniły mnie przez nisko lecącymi owadami i produkt Helikona spełnia to oczekiwanie. Na wpół humorystycznie – choć prawdziwie – dodam, że Helikon TrinRay chronią przed trzmielami, nie zabijając ich podczas zderzenia. Po gwałtownym, nieoczekiwanym spotkaniu obaj, trzmiel i ja, oddaliliśmy się spokojnie, każdy w swoją stronę.
Prawdopodobnie najbardziej niebezpieczną rzeczą, przed jaką uchroniły mnie okulary TrinRay, był żwir strzelający spod kół rozpędzonej ciężarówki. Dostałem nim prosto w policzek, kilka grudek odbiło się od oprawki i soczewek. Z uznaniem muszę powiedzieć, że nie pozostał po nich żaden ślad. Aż zatrzymałem się na poboczu, żeby to sprawdzić, przy okazji upewniania się, czy moja twarz jest w całości. Rys nie zostawiły również upadki z wysokości powyżej półtora metra na ziemię, panele podłogowe, kamień i beton. Po prawie roku użytkowania okularów stwierdzam, że prawie nie pozostawiło ono śladów.
Istotnym zagadnieniem w kwestii okularów jest ich parowanie, czyli zachodzenie mgłą. Najwyraźniej jednak powłoka Fog Resistant działa całkiem dobrze. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że TrinRay nie zaparowują, ale za to zamglenie pojawia się w niewielkich obszarach i bardzo szybko schodzi, co bardzo sobie cenię.
Na zakończenie
Polubiłem okulary Helikon TrinRay. Użytkowałem ich głównie jako rowerowych albo takich codziennych, ciemnych okularów. Nie zawiodły mnie ani razu, na pewno uchroniły moje oczy przed kilkoma nieprzyjemnymi wypadkami. Uważam je za dobrze wyprofilowane, odporne i całkiem komfortowe. Nie są niezbędne i jedynie słuszne, ale za to na pewno przydatne i godne polecenia.
Własna strona naszych Autorów, kilka słów o nich i reszta ich materiałów opublikowanych w serwisach Elventure oraz MilMag: sylvanus.edu.pl
Dziękujemy firmie Helikon-Tex za udostępnienie okularów do testów.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.